Leżałam na łóżku twarzą w poduszce. Dlaczego, dlaczego ja, dlaczego mnie zawsze spotyka najgorsze ? Płakałam, nie wiedziałam co ze sobą zrobić. A może tak skończe ze sobą ? W moich myślach układały się często takie scenariusze. Wylecieć przez okno, utopić się, połamać się na schodach albo podciąć sobie żyły. Ta ostatnia myśl była najlepsza według mnie. Z resztą, już kiedyś się cięłam... mam piękne blizny na łydkach i przedramionach. Usiadłam na łóżku i nie wiedziałam co ze sobą począć.
- Amy, otwórz drzwi - usłyszałam głos Chestera za drzwiami.
- Spierdalaj, zostaw mnie... - wymruczałam przez łzy. Na przeciwko mnie stało lusterko, zobaczyłam że jestem rozmazana. Super teraz wyglądam jak straszydło na wózku inwalidzkim...
Sięgnęłam po chusteczki i wytarłam oczy, nadal wyglądałam okropnie ale właśnie szkarada kryje się pod tapetą. Podpuchnięte i czerwone od płaczu oczy.
Po jakiejś godzinie użalania się nad sobą wyjechałam z pokoju i pojechałam do kuchni po kubek kawy.
- Ja... - Chester się odezwał ale ja mu przerwałam.
- Dam sobie rade i nawet do mnie nie podchodź - wycedziłam przez zęby.
Wypiłam kawę w milczeniu, widziałam jak mój opiekun patrzył się na mnie obserwował każdy mój ruch, zastanawiał się co zrobię. Wkurzało mnie to, no bo ile można się gapić w jedno miejsce ? Wrzuciłam kubek do zmywarki i ruszyłam w stronę wyjścia z mieszkania.
- Gdzie idziesz ? - zapytał.
- Nie interesuj się...
- Weź psa - powiedział stanowczo.
- Phi, nie dzięki. On zostaje tutaj - rzekłam i wyjechałam z mieszkania. Wpakowałam się do windy i bez zastanowienia udałam się w stronę parku. Gdy dojechałam na miejsce, zobaczyłam wiele radosnych osób. Ciekawe z czego się tak cieszą ... piekło jest na Ziemi później jest lajcik. Potrząsnęłam głową i powoli jechałam przez park. Ludzie się na mnie patrzyli z różnych powodów. Zauważyłam na przykład jak młoda para zerkała na mnie z współczuciem, jacyś debile się śmiali, niektórzy się uśmiechali. Przejechałam przez dywan z jesiennych liści i wjechałam prosto do sklepu. Kupiłam tam paczkę papierosów i żyletki. Trzeba się jakoś odstresować. W drodze powrotnej wjechałam w ciemny zaułek, w którym nieraz bywałam. Zapaliłam papierosa. Ugh, jak dawno tego nie robiłam. Czuję się już trochę lepiej ale nadal twierdzę, że sama sobie ze wszystkim poradzę. W tej samej chwili weszła jakaś banda popaprańców. Chyba była gruba impreza, czuje sam alkohol. Zaczęli mnie zaczepiać. mówiłam im aby się ode mnie odwalili ale to zdało się na nic. Próbowali się do mnie dobrać, gdyż stwierdzili, że będę łatwym łupem. I tak by się stało gdyby nie Axel, zaraz co ? Skąd on tutaj, jak ? Nie Chester... głupi popapraniec którego nie trawię. Gdy ten zajmował się moimi "kolegami" odjechałam nie chciałam mieć nic z nim wspólnego. Dotarłam do domu w całym kawałku.. eh... niestety. Wjechałam do łazienki gdzie urządziłam sobie kąpiel. Moje ręce nie były tak silne abym mogła wyciskać po sto kilo ale siebie podnieś mogę. Byłam w łazience jakieś trzydzieści minut. Następnie udałam się do kuchni aby sięgnąć popielniczkę i pojechałam do salonu. Ubrana w czarną koszulkę Rolling Stones z wielkim czerwonym językiem na środku i w czarnych dresach położyłam się na kanapę. Włączyłam telewizor, zapaliłam papierosa i myślałam o tym wszystkim dzisiaj.
Trzask, drzwi zamknęły się z taką siłą, że nie wiedziałam czy z zawiasów nie wyleciały. Zniżyłam się trochę na poduszce, nie chciałam patrzeć na Chestera, pewnie zakablował już wszystko Dave'owi co wyprawiałam. Zapaliłam kolejnego szluga.
- Zostaw to - usłyszałam za sobą głos.
- Nie, masz coś do tego ? - wzięłam bucha.
- To nie zdrowe, szczególnie dla ciebie i nie masz jeszcze osiemnastu lat.
- Cholera, nie jesteś moim ojcem ! Jak coś ci się nie podoba to droga wolna. Wynoś się, nic ani nikt cię tutaj nie trzyma ! - nakrzyczałam na niego.
- Amy ! - usłyszałam Dave'a, nie jeszcze tego tutaj brakowało.
- Spierdalaj ... - wymruczałam.
- Słyszałem - powiedział wściekły.
- Miałeś słyszeć, czego chcesz ? - kolejny buch.
- Po pierwsze zostaw tą fajkę, po drugie co to ma być za dziecinne zachowanie, chcesz aby ci się coś stało ?! - krzyknął jak najgłośniej.
- Bierz.. - powiedziałam do Axela a ten zaczął na niego warczeć.
- Weź mi tego kundla !
- Gryź - tak jak powiedziałam tak pies zrobił ugryzł Dave'a z całej siły w nogę.
- Puść... i co braciszku, nadal twierdzisz, że potrzebuje obrońcy w postaci jakiegoś debila ?
- Tak, pies to nie wszystko. On ci życia nie uratuje.
- Tobie może nie, mi tak - spojrzałam na Chestera i zobaczyłam, że nieźle mu dali po mordzie. Miał limo pod okiem i rozwaloną wargę która nadawała się tylko do szycia.
- Siadaj na krześle - powiedziałam do brata. Pojechałam po apteczkę.
- Masz i opatrz sobie nogę a ty masz lód - rzuciłam Chazowi worek.
Wszyscy milczeliśmy, tylko od czasu do czasu było słychać odgłos zapalniczki którą podpalałam papierosy.
Zbliżała się dziesiąta w nocy, nic się nie działo więcej, Dave już wychodził na szczęście i nie będzie już krzyczał.
Zostałam sama z Chesterem.
- Przepraszam - wyjąkałam po czym pojechałam do siebie. Położyłam się na łóżku i zaczęłam słuchać muzyki przez słuchawki.
- Mogę ? - Chester uchylił drzwi i zapytał.
- Tsa... - wywróciłam oczami.
- Co chcesz ?
- Słuchaj nie pakuj się w takie coś jak dzisiaj - powiedział szybko.
- A co ci tak zależy ?
- Bo mi się podobasz - rzekł a mnie zamurowało. Przez chwile nie wiedziałam co powiedzieć.
- Yhymm, jasne... jedź do szpitala niech ci zaszyją tą wargę - powiedziałam obojętnie.
- Chce właśnie to zrobić ale zostanie z tobą mój kumpel, Kenji.
- Co ? Nóż ? Nie no spoko przynajmniej się zabije. Ok - uśmiechnęłam się.
- Nie, nie nóż. Lada chwila przyjdzie tutaj Mike zostaniesz z nim i weź się zachowuj przyzwoicie.
- Idź już sobie - po moich słowach on wyszedł z pokoju ale również zadzwonił dzwonek.
- Cześć, gdzie się tak urządziłeś ? - zapytał ten Mike, Chestera.
- Później ci powiem a teraz zostaniesz na chwile z tą dziewczyną - powiedział i wyszedł.
Mike szukał chyba mojego pokoju albo patrzył jak tutaj jest. Słyszałam tylko kroki. Nagle wszedł.
- Cześć - powiedział trochę zaskoczony.
- Cze... - widziałam, że chłopak patrzył się raz na mnie a raz na wózek.
- Co się tak patrzysz ?
- Nic, po prostu myślałem, że jesteś mniejsza...
- Ile myślałeś, że mam lat ? - zapytałam.
- Siedem - powiedział.
- Pudło... siedemnaście. Tak w ogóle jestem Amy - usiadłam na łóżku i podałam mu rękę.
- Mike, miło mi - rzekł po czym znowu jego oczy patrzyły raz na mnie a raz na wózek.
- Tak jestem kaleką... - powiedziałam pomijając jego pytanie.
- A, sorki ale zastanawiałem się jak to powiedzieć.
- Trzeba było od razu zapytać "Jesteś kaleką ?" To nie gryzie.
- Chcesz ? - zapytałam pokazując na paczkę papierosów z której brałam fajkę.
- Nie dzięki, nie palę.
- Ale święci jesteście - wywróciłam oczami.
Porozmawiałam jeszcze chwilę z Mike'iem a później już Chester wrócił i przyszedł do mnie.
- Czego ? - nie chce go znać a on nadal mi dupę truje.
- Dobranoc - powiedział zawiedziony i stał przy drzwiach, już chciał wychodzić ale go zatrzymałam.
- Chester - usiadł na łóżku - przepraszam cię jeszcze raz i dziękuję - przytuliłam go, nie wiem dlaczego ale to było raczej odruchowe.
- Za co ? - pyta.
- Za ocalenie mi zadka - lekko się uśmiechnęłam i puściłam go a on wstał.
- Dobranoc - powiedział.
- Dobranoc - po moich słowach wyszedł a ja udałam się spać.
- Amy, otwórz drzwi - usłyszałam głos Chestera za drzwiami.
- Spierdalaj, zostaw mnie... - wymruczałam przez łzy. Na przeciwko mnie stało lusterko, zobaczyłam że jestem rozmazana. Super teraz wyglądam jak straszydło na wózku inwalidzkim...
Sięgnęłam po chusteczki i wytarłam oczy, nadal wyglądałam okropnie ale właśnie szkarada kryje się pod tapetą. Podpuchnięte i czerwone od płaczu oczy.
Po jakiejś godzinie użalania się nad sobą wyjechałam z pokoju i pojechałam do kuchni po kubek kawy.
- Ja... - Chester się odezwał ale ja mu przerwałam.
- Dam sobie rade i nawet do mnie nie podchodź - wycedziłam przez zęby.
Wypiłam kawę w milczeniu, widziałam jak mój opiekun patrzył się na mnie obserwował każdy mój ruch, zastanawiał się co zrobię. Wkurzało mnie to, no bo ile można się gapić w jedno miejsce ? Wrzuciłam kubek do zmywarki i ruszyłam w stronę wyjścia z mieszkania.
- Gdzie idziesz ? - zapytał.
- Nie interesuj się...
- Weź psa - powiedział stanowczo.
- Phi, nie dzięki. On zostaje tutaj - rzekłam i wyjechałam z mieszkania. Wpakowałam się do windy i bez zastanowienia udałam się w stronę parku. Gdy dojechałam na miejsce, zobaczyłam wiele radosnych osób. Ciekawe z czego się tak cieszą ... piekło jest na Ziemi później jest lajcik. Potrząsnęłam głową i powoli jechałam przez park. Ludzie się na mnie patrzyli z różnych powodów. Zauważyłam na przykład jak młoda para zerkała na mnie z współczuciem, jacyś debile się śmiali, niektórzy się uśmiechali. Przejechałam przez dywan z jesiennych liści i wjechałam prosto do sklepu. Kupiłam tam paczkę papierosów i żyletki. Trzeba się jakoś odstresować. W drodze powrotnej wjechałam w ciemny zaułek, w którym nieraz bywałam. Zapaliłam papierosa. Ugh, jak dawno tego nie robiłam. Czuję się już trochę lepiej ale nadal twierdzę, że sama sobie ze wszystkim poradzę. W tej samej chwili weszła jakaś banda popaprańców. Chyba była gruba impreza, czuje sam alkohol. Zaczęli mnie zaczepiać. mówiłam im aby się ode mnie odwalili ale to zdało się na nic. Próbowali się do mnie dobrać, gdyż stwierdzili, że będę łatwym łupem. I tak by się stało gdyby nie Axel, zaraz co ? Skąd on tutaj, jak ? Nie Chester... głupi popapraniec którego nie trawię. Gdy ten zajmował się moimi "kolegami" odjechałam nie chciałam mieć nic z nim wspólnego. Dotarłam do domu w całym kawałku.. eh... niestety. Wjechałam do łazienki gdzie urządziłam sobie kąpiel. Moje ręce nie były tak silne abym mogła wyciskać po sto kilo ale siebie podnieś mogę. Byłam w łazience jakieś trzydzieści minut. Następnie udałam się do kuchni aby sięgnąć popielniczkę i pojechałam do salonu. Ubrana w czarną koszulkę Rolling Stones z wielkim czerwonym językiem na środku i w czarnych dresach położyłam się na kanapę. Włączyłam telewizor, zapaliłam papierosa i myślałam o tym wszystkim dzisiaj.
Trzask, drzwi zamknęły się z taką siłą, że nie wiedziałam czy z zawiasów nie wyleciały. Zniżyłam się trochę na poduszce, nie chciałam patrzeć na Chestera, pewnie zakablował już wszystko Dave'owi co wyprawiałam. Zapaliłam kolejnego szluga.
- Zostaw to - usłyszałam za sobą głos.
- Nie, masz coś do tego ? - wzięłam bucha.
- To nie zdrowe, szczególnie dla ciebie i nie masz jeszcze osiemnastu lat.
- Cholera, nie jesteś moim ojcem ! Jak coś ci się nie podoba to droga wolna. Wynoś się, nic ani nikt cię tutaj nie trzyma ! - nakrzyczałam na niego.
- Amy ! - usłyszałam Dave'a, nie jeszcze tego tutaj brakowało.
- Spierdalaj ... - wymruczałam.
- Słyszałem - powiedział wściekły.
- Miałeś słyszeć, czego chcesz ? - kolejny buch.
- Po pierwsze zostaw tą fajkę, po drugie co to ma być za dziecinne zachowanie, chcesz aby ci się coś stało ?! - krzyknął jak najgłośniej.
- Bierz.. - powiedziałam do Axela a ten zaczął na niego warczeć.
- Weź mi tego kundla !
- Gryź - tak jak powiedziałam tak pies zrobił ugryzł Dave'a z całej siły w nogę.
- Puść... i co braciszku, nadal twierdzisz, że potrzebuje obrońcy w postaci jakiegoś debila ?
- Tak, pies to nie wszystko. On ci życia nie uratuje.
- Tobie może nie, mi tak - spojrzałam na Chestera i zobaczyłam, że nieźle mu dali po mordzie. Miał limo pod okiem i rozwaloną wargę która nadawała się tylko do szycia.
- Siadaj na krześle - powiedziałam do brata. Pojechałam po apteczkę.
- Masz i opatrz sobie nogę a ty masz lód - rzuciłam Chazowi worek.
Wszyscy milczeliśmy, tylko od czasu do czasu było słychać odgłos zapalniczki którą podpalałam papierosy.
Zbliżała się dziesiąta w nocy, nic się nie działo więcej, Dave już wychodził na szczęście i nie będzie już krzyczał.
Zostałam sama z Chesterem.
- Przepraszam - wyjąkałam po czym pojechałam do siebie. Położyłam się na łóżku i zaczęłam słuchać muzyki przez słuchawki.
- Mogę ? - Chester uchylił drzwi i zapytał.
- Tsa... - wywróciłam oczami.
- Co chcesz ?
- Słuchaj nie pakuj się w takie coś jak dzisiaj - powiedział szybko.
- A co ci tak zależy ?
- Bo mi się podobasz - rzekł a mnie zamurowało. Przez chwile nie wiedziałam co powiedzieć.
- Yhymm, jasne... jedź do szpitala niech ci zaszyją tą wargę - powiedziałam obojętnie.
- Chce właśnie to zrobić ale zostanie z tobą mój kumpel, Kenji.
- Co ? Nóż ? Nie no spoko przynajmniej się zabije. Ok - uśmiechnęłam się.
- Nie, nie nóż. Lada chwila przyjdzie tutaj Mike zostaniesz z nim i weź się zachowuj przyzwoicie.
- Idź już sobie - po moich słowach on wyszedł z pokoju ale również zadzwonił dzwonek.
- Cześć, gdzie się tak urządziłeś ? - zapytał ten Mike, Chestera.
- Później ci powiem a teraz zostaniesz na chwile z tą dziewczyną - powiedział i wyszedł.
Mike szukał chyba mojego pokoju albo patrzył jak tutaj jest. Słyszałam tylko kroki. Nagle wszedł.
- Cześć - powiedział trochę zaskoczony.
- Cze... - widziałam, że chłopak patrzył się raz na mnie a raz na wózek.
- Co się tak patrzysz ?
- Nic, po prostu myślałem, że jesteś mniejsza...
- Ile myślałeś, że mam lat ? - zapytałam.
- Siedem - powiedział.
- Pudło... siedemnaście. Tak w ogóle jestem Amy - usiadłam na łóżku i podałam mu rękę.
- Mike, miło mi - rzekł po czym znowu jego oczy patrzyły raz na mnie a raz na wózek.
- Tak jestem kaleką... - powiedziałam pomijając jego pytanie.
- A, sorki ale zastanawiałem się jak to powiedzieć.
- Trzeba było od razu zapytać "Jesteś kaleką ?" To nie gryzie.
- Chcesz ? - zapytałam pokazując na paczkę papierosów z której brałam fajkę.
- Nie dzięki, nie palę.
- Ale święci jesteście - wywróciłam oczami.
Porozmawiałam jeszcze chwilę z Mike'iem a później już Chester wrócił i przyszedł do mnie.
- Czego ? - nie chce go znać a on nadal mi dupę truje.
- Dobranoc - powiedział zawiedziony i stał przy drzwiach, już chciał wychodzić ale go zatrzymałam.
- Chester - usiadł na łóżku - przepraszam cię jeszcze raz i dziękuję - przytuliłam go, nie wiem dlaczego ale to było raczej odruchowe.
- Za co ? - pyta.
- Za ocalenie mi zadka - lekko się uśmiechnęłam i puściłam go a on wstał.
- Dobranoc - powiedział.
- Dobranoc - po moich słowach wyszedł a ja udałam się spać.
Przepraszam za błędy... rozdział pisany z telefonu. Tak powieszacie mnie teraz. Dawno nie było tutaj nic ale powracam. Jeśli ktoś tutaj jest to niech zostawi komenta :) ... będę wiedział czy jest sens w zabawę dalej z tym blogiem. Pozdrawiam
~ Chazzy
~ Chazzy