* Amy *
Poranek nie był taki jakiego się spodziewałam. Nie myślałam, że Dave zgoli aż tak brodę. Bas w rękach Phi Phi ? Może być ciekawie...
Uśmiecham się do tych dwuch gamoni, któzy gapią się na mnie jak na kosmite.
- No co ? - pytam w końcu.
- A nie mogę się popatrzeć na ciebie ? - Chester głupio się szczerzy.
- Eyyyy... eee nie ? - robię śmieszną minę.
Dave patrzy na nas jak na niedojebów, w sumie to ja mu się nie dziwię. On nic nie wie. Wywracam oczami i podjeżdżam do blatu gdzie stoi kubek z kawą... jak zawsze pod ścianą. Udusze ich kiedyś.
Dave z Chazem patrzą na wiadomości w telewizji a ja wstaje, nogi mi przy tym drża ale sięgam po kubek po czym chwilę stoje i powoli się odwracam w stronę chłopaków. Stawiam kawę na blacie i opieram się o ich ramiona. Ich reakcja jest natychmiastowa. Obaj się odwracają jednocześnie a ja trace równowagę i lecę na twarz.
Szybko mnie łapią ale trochę za późno... przywaliłam zębami w aneks i przy okazji rozwaliłam sobie wargę. Cholera !!
- Amy wszystko gra ? - słysze Dave'a zanim jeszcze podniosłam głowę.
- Amm ?
- A czy widzisz, żeby było w porządku ? - podnoszę głowę i morduję ich wzrokiem.
- Amy, twoja warga... - Odzywa się Chaz i kuca przede mną unosząc mi lekko brodę i patrząc mi w oczy.
- Nic mi nie będzie - mówię stanowczo i odwracam głowę.
- Am, spójrz na mnie... proszę - kurwa, co ja dziecko jestem ? Wkurza mnie takie coś..
- Jedziemy do szpitala - słyszę nagle.
- Zaraz, co ? Po co niby ?
- Bo krwawisz i to mocno..
- Ale...
- Nie ma ale Amy ! - przerwał mi krzykiem Chaz. Przeszły mnie ciarki, nie lubię krzyku ale jak sama to robie, to mi pasuje.
- Ja zostane, nie lubię widoku krwi... - mówi Dave. Eh.. to on jeszcze nie wie co się stało w łazience... i dobrze..
Chester, bierze mnie na ręce i schodzi ze mną na dół, po czym wsiadamy do samochodu.
- Wiesz, że po to jest tu winda abym zjechała sama ? - nie mam dzisiaj humoru.
- Może i tak ale teraz przynajmniej nie uciekniesz.
- Bardzo śmieszne Bennington .. - wycedzam przez zęby.
- Też cię kocham - głupio się szczerzy.
Kręce zrezygnowanie głową.
- Z kim ja żyje... - mówię to na głos i patrze na Chestera.
- Ze mną, Dave'em, resztą i Axelem.
- Czasami mam cię serio dość - wyciągam w jego stronę język. Czuję na nim metaliczny posmak krwi.
Dotykam ręką wargi i czuję nieprzyjemny ból.
- Czy to wygląda gorzej niż myślę ? - patrzę na Chaza.
- Źle nie jest, dla mnie zawsze będiesz piękna - uśmiecha się i delikatnie mnie całuje w nos..
Po podróży samochodem, Chester bierze znowu mnie na ręce i zanosi do szpitala.
Sadza mnie na krześle i idzie mnie zarejestrować.
Wraca po chwili z małym ręczniczkiem w krórym jest lód.
- To po to aby opuchlizna troszkę zeszła - powiedział i przyłożył mi zimny ręcznik na rozcięcie.
- Aj... - syczę lekko.
- Bez przesady, będzie dobrze - uśmiecha się delikatnie.
Po chwili daje mi zimny okład abym trzymała i bierze mnie na kolana.
Kilka minut później jestem proszona do gabinetu. Oczywiście Chester mnie zanosi i sadza w fotelu.
- Niech się pani nie martwi, nie będzie bolało - słyszę głos lekarza. Na to ja tylko kiwam głową i zamykam oczy. Chce mieć już to za sobą !
- Gotowe, za dwa tygodnie proszę przyjechać na wgciągnięce szwów.
Otwieram oczy i lekko się uśmiecham.
- Dziękuję i dowidzenia.
Chaz zabiera mnie stąd jak najszybciej. Nie mam ochoty tutaj zostać ani sekuny dłużej.
Wsiadamy do samochodu i jedziemy do mieszkania.
Chester zanosi mnie na piętro i wnosi do środka. Zastajemy tam niezłą impreze. Nie wiem jak i nie wiem kiedy oni się tutaj zjawili.
* Chaz *
Miał przyjść sam Mike, chciałem z nim tylko porozmawiać. Nie kazałem mu sprowadzać tutaj Joego, Roba i Brada.
W sumie widzę, że dogadali się z Dave'em... albo inaczej najpierw go uchlali...
Shinoda ma oczy jak pięć złoty, Joe stoi przy lodówce, Brad z Robem leżą na podłodze przed TV a mi kopara opada gdy to wszystko widzę. Amy też nie jest zachwycona tym wszystkim...
Sadzam ją na wózek, a następnie biorę Mike'a za szmaty i idę z nim do pokoju.
- Co ty kurwa wyprawiasz ?! - krzyczę na niego.
- No... ale eee Czesiek... ja tylko miałem ee wpaść i to zrobiłem, to, że sie reszta eeeee doczepiła to nie moja wina..
- To na cholere upiliście Dave'a ?!
- Tak jakoś wyszło noooo..
- Tak jakoś wyszło ?! Czy ty myślisz, że ja się urodziłem wczoraj ?! Chlaliście jak świnie ... z trzy flaszki poszły jak nic w takim krótkim czasie. Pojebało was ?!
- I tu zrobiłeś błąd kolego nie trzy .. tylko .. raz, dwa, trzy... cztery, pięć ooo tak pięć - liczy na palcach po czym macha mi przed oczyma trzema palcami i wmawia mi, że tak się pokazuje pięć.
Wracam z tym przyjebem do salonu.
- Koniec imprezy ! Wszyscy won !!
- Ja ... też ? - zdziwił się Dave.
- Ty zostajesz... a twoją karą za pewne będzie kac morderca....
Gdy wszyscy się wyczołgali z mieszkania, zaprowadziłem Dave'a do pokoju i zamknąłem drzwi.
Amy jeźdźiła i zbierała butelki. Dołaczyłem do niej i po chwili było już posprzątane.
Była dość wczesna godzina ale ani ja ani Amy nie mieliśmy już na nic siły. Udaliśmy się do pokoju i poszliśmy spać.
Takie sobie ale może komuś się spodoba ... jeśli żyje tutaj ktoś ;)