sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 14

* Amy *

Poranek nie był taki jakiego się spodziewałam. Nie myślałam, że Dave zgoli aż tak brodę. Bas w rękach Phi Phi ?  Może być ciekawie...
Uśmiecham się do tych dwuch gamoni, któzy gapią się na mnie jak na kosmite.
- No co ? - pytam w końcu.
- A nie mogę się popatrzeć na ciebie ? - Chester głupio się szczerzy.
- Eyyyy... eee nie ? - robię śmieszną minę.
Dave patrzy na nas jak na niedojebów, w sumie to ja mu się nie dziwię. On nic nie wie. Wywracam oczami i podjeżdżam do blatu gdzie stoi kubek z kawą... jak zawsze pod ścianą. Udusze ich kiedyś.
Dave z Chazem patrzą na wiadomości w telewizji a ja wstaje, nogi mi przy tym drża ale sięgam po kubek po  czym chwilę stoje i powoli się odwracam w stronę chłopaków. Stawiam kawę na blacie i opieram się o ich ramiona. Ich reakcja jest natychmiastowa. Obaj się odwracają jednocześnie a ja trace równowagę i lecę na twarz.
Szybko mnie łapią ale trochę za późno... przywaliłam zębami w aneks i przy okazji rozwaliłam sobie wargę. Cholera !!
- Amy wszystko gra ? - słysze Dave'a zanim jeszcze podniosłam głowę.
- Amm ?
- A czy widzisz, żeby było w porządku ? - podnoszę głowę i morduję ich wzrokiem.
- Amy, twoja warga... - Odzywa się Chaz i kuca przede mną unosząc mi lekko brodę i patrząc mi w oczy.
- Nic mi nie będzie - mówię stanowczo i odwracam głowę.
- Am, spójrz na mnie... proszę - kurwa, co ja dziecko jestem ? Wkurza mnie takie coś..
- Jedziemy do szpitala - słyszę nagle.
- Zaraz, co ? Po co niby ?
- Bo krwawisz i to mocno..
- Ale...
- Nie ma ale Amy ! - przerwał mi krzykiem Chaz. Przeszły mnie ciarki, nie lubię krzyku ale jak sama to robie,  to mi pasuje. 
- Ja zostane, nie lubię widoku krwi... - mówi Dave. Eh.. to on jeszcze nie wie co się stało w łazience... i dobrze..
Chester, bierze mnie na ręce i schodzi ze mną na dół, po czym wsiadamy do samochodu.
- Wiesz, że po to jest tu winda abym zjechała sama ? - nie mam dzisiaj humoru.
- Może i tak ale teraz przynajmniej nie uciekniesz.
- Bardzo śmieszne Bennington .. - wycedzam przez zęby.
- Też cię kocham - głupio się szczerzy.
Kręce zrezygnowanie głową.
- Z kim ja żyje... - mówię to na głos i patrze na Chestera.
- Ze mną, Dave'em, resztą i Axelem.
- Czasami mam cię serio dość - wyciągam w jego stronę język. Czuję na nim metaliczny posmak krwi.
Dotykam ręką wargi i czuję nieprzyjemny ból.
- Czy to wygląda gorzej niż myślę ? - patrzę na Chaza.
- Źle nie jest, dla mnie zawsze będiesz piękna - uśmiecha się i delikatnie mnie całuje w nos.. 
Po podróży samochodem, Chester bierze znowu mnie na ręce i zanosi do szpitala.
Sadza mnie na krześle i idzie mnie zarejestrować.
Wraca po chwili z małym ręczniczkiem w krórym jest lód.
- To po to aby opuchlizna troszkę zeszła - powiedział i przyłożył mi zimny ręcznik na rozcięcie.
- Aj... - syczę lekko.
- Bez przesady, będzie dobrze - uśmiecha się delikatnie.
Po chwili daje mi zimny okład abym trzymała i bierze mnie na kolana.
Kilka minut później jestem proszona do gabinetu. Oczywiście Chester mnie zanosi i sadza w fotelu.
- Niech się pani nie martwi, nie będzie bolało - słyszę głos lekarza. Na to ja tylko kiwam głową i zamykam oczy. Chce mieć już to za sobą !
- Gotowe, za dwa tygodnie proszę przyjechać na wgciągnięce szwów.
Otwieram oczy i lekko się uśmiecham.
- Dziękuję i dowidzenia.
Chaz zabiera mnie stąd jak najszybciej. Nie mam ochoty tutaj zostać ani sekuny dłużej.
Wsiadamy do samochodu i jedziemy do mieszkania.
Chester zanosi mnie na piętro i wnosi do środka. Zastajemy tam niezłą impreze. Nie wiem jak i nie wiem kiedy oni się tutaj zjawili.

* Chaz *

Miał przyjść sam Mike, chciałem z nim tylko porozmawiać. Nie kazałem mu sprowadzać tutaj Joego, Roba i Brada.
W sumie widzę, że dogadali się z Dave'em... albo inaczej najpierw go uchlali...
Shinoda ma oczy jak pięć złoty, Joe stoi przy lodówce, Brad z Robem leżą na podłodze przed TV a mi kopara opada gdy to wszystko widzę. Amy też nie jest zachwycona tym wszystkim...
Sadzam ją na wózek, a następnie biorę Mike'a za szmaty i idę z nim do pokoju.
- Co ty kurwa wyprawiasz ?! - krzyczę na niego.
- No... ale eee Czesiek... ja tylko miałem ee wpaść i to zrobiłem, to, że sie reszta eeeee doczepiła to nie moja wina..
- To na cholere upiliście Dave'a ?!
- Tak jakoś wyszło noooo..
- Tak jakoś wyszło ?! Czy ty myślisz, że ja się urodziłem wczoraj ?! Chlaliście jak świnie ... z trzy flaszki poszły jak nic w takim krótkim czasie. Pojebało was ?!
- I tu zrobiłeś błąd kolego nie trzy .. tylko .. raz, dwa, trzy... cztery, pięć ooo tak pięć - liczy na palcach po czym macha mi przed oczyma trzema palcami i wmawia mi, że tak się pokazuje pięć.
Wracam z tym przyjebem do salonu.
- Koniec imprezy ! Wszyscy won !!
- Ja ... też ? - zdziwił się Dave.
- Ty zostajesz... a twoją karą za pewne będzie kac morderca....
Gdy wszyscy się wyczołgali z mieszkania, zaprowadziłem Dave'a do pokoju i zamknąłem drzwi.
Amy jeźdźiła i zbierała butelki. Dołaczyłem do niej i po chwili było już posprzątane.
Była dość wczesna godzina ale ani ja ani Amy nie mieliśmy już na nic siły. Udaliśmy się do pokoju i poszliśmy spać.

Takie sobie ale może komuś się spodoba ... jeśli żyje tutaj ktoś ;)

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Parszywa 13

* Dave *

Ten dzień kiedy Axel wrzucił mnie w błoto nie był moim najlepszym, ale przynajmniej nie najgorszym.
Siedzę w pokoju Am i patrzę się w ścianę.
Nic nie słysze, nic nie gra, nic nikt nie mówi. Ta cisza mnie dobija. Jest godzina piąta piętnaście, a ja mam wywalone na sen. Wstaję z łóżka i cicho ruszam do łazienki.
Spoglądam w lustro i widzę człowieka zmęczonego życiem. Oczy czerwone, podkrążone i bez życia. Człowiek, który stracił tak wiele a jeszcze stoi na nogach i patrzy się w to pierdolone lustro. Obmywam twarz zimną wodą i myśle. Myśle nad tym czy coś zmienić w swoim życiu. Sięgam po maszynke do golenia i z dość dużej brody zostaje mały zarost.
Zerkam ostatni raz w lustro i mówię do siebie, że jestem debilem.
Kieruję się do kuchni zrobić sobie kawę.
Zerkam na zegar i widzę piątą czterdzieści. Kręcę zrezygnowany głową i siadam za aneksem.
Podchodzi do mnie Axel i się gapi. Ja robię to samo ale on staje na tylnych łapach i opera łeb i łapy na moich nogach.
Nie lubię tego psa, on mnie też nie toleruje ale coś mu musiało odbić. Głaszczę go chwilę po czym wstaję aby zalać sobie kawę.
Słyszę Amy, to znak, że się obudziła. Woła psa i zabiera go na spacer.
Zostaję sam, znowu. Dobra może nie sam, bo Chester jest ale on się nie liczy, bo śpi.

* Amy *

Chwila przed szóstą a ja z Axelem na dworze. Puszczam go ze smyczy, niech pobiega... też bym tak chciała... na nowo wyrobić kondycję, biegać aż do utraty tchu. Bardzo byn tego chciała.
Po upływie kilku minut wołam futrzaka, ale jak zawsze mnie ignoruje. Podjeżdżam do niego a on sobie idzie.
- Axel, cholero chodź tu ! - krzyczę na psa a on przychodzi z podkulonym ogonem.
Zapinam mu smycz i wracam z nim do domu.
Jadę do kuchni i widzę, że ktoś tam siedzi... hmmm na Chestera za wcześnie czyli to Dave.
- Cześć rudzielcu, co tak wcześnie wstaleś ? - pytam podjeżdżając do niego.
- Ja ? Wcześne ? Dopiero wstałem.
- No jasne .. bo co uwieze...
- No tak - upiera się.
- Ja wiem swoje ty swoje... jak zawsze.. a pozatym gdzie ty podziałeś brodę ? - patrzę na niego zdziwiona.
- Postanowiłem, że czas się trochę zmienić. Koniec grania na wiolączeli ... jak na razie. Biorę się za hmm... eee... no.. ten ! Kurde jak to się mówi... Bas ! O, tak o to mi chodziło - uśmiechnął się szeroko a ja prawie wybuchnęłam śmiechem.
Prawie z powodu, że chwile po tym prawie zawału dostałam.
To był Chester złapał mnie za ramiona a ja się tego nie spodziewałam.
- Hey młoda - lekko się uśmiechnął a ja zaczęłam mordować go wzrokiem.
- Hey stary - docinka za docinkę, proszę bardzo ja mogę sie tak sprzeczać.
Powiem tak.. idealne związki nie istnieją a ja z tym debilem chyba jakoś wytrzymam. Nie myślcie sobie, że będzie pięknie i kolorowo. Ooo nie ... nie ze mną - uśmiechnęłam się do siebie.

Dobra mordeczki. Koniec 13... wyszedł dość krótki no ale co można stworzyć przez 2 lekcje polskiego i matme ? XD
Pozdrawiam i proszę napiszcie, że jesteście albo czy pisać dalej.

Ważne Info !!

A więc jak wiecie.. nie było mnie sporo czasu ... przepraszam. Szkoły sobie tak olać nie mogę niestety plus doszedł problem - brak weny. .. Pojawia się tutaj pytanie czy chcecie bloga dalej ? 
Jeśli napiszecie, że nie ma to sensu.. zrozumiem. 
Mam w 75% napisany rozdział 13 i nie wiem czy jest sens.. czy ktoś tutaj wchodzi jeszcze.. 
Żeby nie było wena powróciła i Ci którzy czytają wiedzą, że wstawiam posty o dość późnych godzinach. 
Tak będzie również teraz. 2 - 5 około tych godzin powinny się pojawiać posty. 
Pomóżcie i napiszcie czy jest sens ... PROSZĘ i jeszcze raz Przepraszam :c