niedziela, 13 marca 2016

Rozdział 16

* Następnego dnia*
Wczoraj nic się już nie działo... każdy z nich siedział w innym pomieszczeniu.
Dave zajął pokój Chaza, Chester siedział w kuchni a Mike leżał na moim łóżku.
Cała trójca święta była na siebie zła.
Siadając do śniadania w czterech, bo Mike został na noc nikt się nie odzywał.
- Dave, a ty przpadkiem dzisiaj nie miałeś jechać zobaczyć sobie basu ? - powiedziałam to specjalnie gdyż każdy z tych durni interesuje się muzyką.
- Bas ? - zapytał Mike.
- Tak... skończyłem z wiolonczelą - powiedział dając ostatni kęs kanapki.
- Moge jechać z tobą ? Doradze Ci coś, znam się trochę na tym - rzekł Shinoda.
- Niech będzie. Jedz i jedziemy.
- Chester... może wybierzesz się z nimi i przypilnujesz aby się nie zabili ? - zrobiłam słodkie oczka.
- W sumie... - patrzy zamyślony w sufit.
- Chazzy...
- Dobrze, pojadę ale jak nie wrócimy, to wymordowaliśmy siebie nawzajem - wyszczerzył się.
- Chester - gromienie wzrokiem zawsze pomaga.
- Wrócimy - wywrócił oczami po czym wstał i cmoknął mnie w policzek.
Wszystkie naczynia wrzuciłam do zmywarki i patrzyłam jak chłopaki sobie idą.
- Nie macie się co śpieszyć. Nie wracać mi tutaj po upływie trzech godzin ! - krzyknęłam śmiejąc się i zatrzaskując za nimi drzwi.
Dobra ! Czas tutaj posprzątać. Sypialne ogarnięte, łazienka czysta. Wystarczy tylko zetrzeć kurze i zgarnąć sierść Axela.
Po upływie godziny skończyłam, a gdy wybiła jedenasta usłyszałam dzwonek do drzwi.
Była, to ta starsza pani. Gdy otworzyłam drzwi lekko się do mnie uśmiechnęła i podała mi przyjaźnie rękę.
- Dzień dobry - rzekłam wskazując jej aby weszła.
- Ładne mieszkanie - powiedziała rozglądając się na wejściu - zadbane, tylko troszkę sierści tutaj. - dodała po chwili.
- Przepraszam za sierść ale wszystkiego tak od razu nie da się pozbyć.
Staruszka obeszła całe mieszkanie i dokładnie wszystko sprawdziła.
- Podoba mi się. Jestem skłonna do tego aby zamienić dom na takie przytulne mieszkanie. Tylko zastanawia mnie jedno. Dlaczego ty sama chcesz taki duży dom.
- Cóż... mam dość dużego psa więc potrzebuję troche przestrzeni a do tego mieszkam z bratem i chłopakiem. Oni mają mało realne marzenia i chcieli by założyć zespół i potrzebują miejsca na próby.
- W takim razie się zgodzę. - uśmiechnęła się szeroko. Do jutra się spakujecie prawda ? - zapytała.
- Tak, nie ma tutaj wielu rzeczy - odwzajemniłam uśmiech.
- W takim razie trzymaj się - powiedziała i podała mi dokładny adres domu.
Gdy ta wyszła usiadłam na kanapie i patrzyłam w ekran telewizora. Po chwili do mnie dotarło, że wymieniłam mieszkanie warte góra sto tysięcy na dom warty z trzysta tysi. Pies na mnie patrzył swoimi oczkami.
- Udało się piechu ! Tak, nie będziesz tylko siedział w kuchni i w moim pokoju. Teraz będziesz miał teren do biegania. Jest ! - krzyknęłam i w tej chwili drzwi się otworzyły i w drzwiach stanął Rob, Joe i Brad.
- Co się tak cieszysz ? - zaśmiała się owieczka.
- A od kiedy wchodzi się bez pukania ? - zmieniłam temat.
- Sorki, przyzwyczajenie. - powiedział Joe unosząc ręce w geście obronnym.
- Wracając do twojego pytania Brad, to udało mi się zdobyć bardzo ładny domek - uśmiechnęłam się.
- Przeprowadzacie się, to wspólna decyzja? - zapytał Robert.
- Nie, moja. Taka okazja się trafia raz w życiu.
- Jaka dokładnie ?
- To mieszkanie za praktycznie wille.
- Pierdolisz ! Ile musisz dopłacić ? - czekał na odpowiedź zdziwiony Joe.
- Nic. Kompletnie nic.
- No to gratuluje - uśmiechnął się Brad.

* Chwilę później *
- Jestem od ciebie lepszy !
- Wcale nie, to ja lepiej gram !
I się zaczęło... wrócili.
- Cisza ! - krzyknęłam jak tylko stanęli w drzwiach.
- Z wami to jak z dziećmi... - syknęłam.
- No ale ja lepiej gram niż on ! - stwierdził Dave.
- Wszyscy jesteście na równi. Teraz się zamknąć, brać walizki i się pakować... Już !
- Gdzieś jedziemy ? - zapytał Chaz.
- Nie pytać tylko brać się do roboty !
Po upływie trzech godzin spakowaliśmy co nasze. Chłopaki nam pomogli .. znaczy bardziej się wydurniali ale mniejsza o to.
Wyszli około osiemnastej.
- Powiesz nam gdzie się wybieramy ? - zapytał Dave.
- Nie.
- Dlaczego, coś się nagle stało, że nie możemy tutaj zostać ? - mruknął Chaz.
- Tak stało się. Koniec kropka. Nic wam już nie mówie.
- Amy...
- Nie ! Czy do was nie dociera to słowo ?!  -uderzyłam pięściami w blat po czym wyjechałam do pokoju gdzie zamknęłam drzwi i włączyłam sobie muzykę.
Leżałam na łóżku i rozmyślałam jak to teraz będzie. Czy mnie Dave nie powiesi przypadkiem.
Tak leżąc zasnęłam wtulona w poduszkę.
Czułam tylko jak po pewnym czasie łóżko się ugina i kładzie się na nim Chester.

* Rano *

Wstałam jak zawsze jako pierwsza. Pojechałam się ogarnąć, wypiłam kawę i wyjechałam z psem na spacer nie zwracając na nic uwagi.
Gdy otworzyłam drzwi dopiero skapnęłam się, że Mike u nas dzisiaj spał.
Po co on tutaj ? Czy on nie ma własnego życia... - warknęłam pod nosem i zaczęłam wszystkich budzić.
Zanim oni się zebrali to zrobiłam im kanapki i kawę po czym położyłam je na stole.
Gdy wszyscy zjedli założyłam Phoenix'owi i Mike'owi opaki na oczy aby nic nie widzieli.
Chester wcześniej wszystko zapakował do samochodu.
Zjechaliśmy na dół windom po czym wsadziliśmy chłopaków i Axela do tyłu. Chaz siedział za kierownicą a ja koło niego. Podałam mu adres a ten tylko się uśmiechnął i ruszył.
Całą droge jechaliśmy w ciszy. Po godzinie przez korki dotarliśmy na miejsce.
Wysłałam Chaza aby przekazał klucze od naszego starego mieszkania starszej pani a odebrał od willi.
Przyszedł z kluczami uśmiechnęty.
Staruszke widziałam tylko w lusterku jak odjeżdżała.
Axel wysiadł jako pierwszy przechodząc przez Mike'a.
Gdy wyciągneliśmy chłopaków z pojazdu ustawiliśmy ich tak aby patrzyli prosto na budynek po czym zdjęliśmy im opaski.
- O rzesz w morde ! - krzyknęli jednocześnie.
- Witamy w domu - uśmiecham się szeroko.
- Powaliło cię Amy - rzekł Dave z uśmiechem.
- Wiem - odwzajemniłam uśmiech.
- To ruszamy zobaczyć jak to wygląda w środku - Dave skakał jak pojebany.

Bum ! Dzisiaj taki ... byle jaki ^^ Pozdrawiam :)

sobota, 12 marca 2016

Rozdział 15

* Chester *
Czuję jak coś gramoli się na łóżko. Odwracam się w strone Amy ale trafiam na nos Axela.
- Co ty tu robisz, co ? - drapie psa po głowie. A niech sobie śpi. Nie mam nic do tego, że zwierzak leży na łóżku.
Sprawdzam zegar a tam dopiero dochodzi dwunasta.
Staram się zasnąć jednak nie mogę. Przewracam się z boku na bok i szukam wygodnej dla siebie pozycji. Na końcu przytulam psa i zasypiam ale ten o czwartej mnie budzi.
- Już idę z tobą tylko na mnie nie krzycz i idź po smycz - uśmiechnąłem się do czworonoga a ten poszedł po to co powiedziałem.
W tym czasie wstałem z łóżka i zajrzałem do szafy. No nic.. chyba trzeba będzie zrobić pranie. - stwierdziłem i założyłem czerwoną koszulkę oraz czarną bluze. Do tego dodałem ciemne spodnie i wcisnąłem trampki.
Axel tylko czekał abym powiedział, że idziemy na spacer. Ogon mu latał raz w prawo raz w lewo... w sumie dobra motła - uśmiechnąłem się pod nosem.
- Chodź - powiedziałem i przypiąłem psa.
Otwierając drzwi prawie dostałem zawału.
W drzwiach leżał Mike. Wziąłem głęboki oddech ale to nie był dobry pomysł ponieważ od samego zapachu można się upić.
- Michael ? - szturchnąłem go w ramię.
- Spike ... - brak reakcji.
- Debilu obudź się - lekko go kopnąłem a ten zaczął coś jęczeć pod nosem.
Wywróciłem oczami i wyszedłem na szybki spacer z psem.
Wracając puściłem psa przed siebie aby wszedł do mieszkania.
Stanąłem przed zalanym Shinodą i pokręciłem tylko głową.
Wziąłem tego barana za pasek od spodni i podniosłem na ramiona. Przecież go nie będę ciągnął jak mopa przez pół salonu.
Zrzuciłem go z barków na kanape po czym otworzyłem wszystkie okna w domu.
Jebało jak po miesięcznej libacji alkoholowej.
Poszedłem się położyć a pies został pilnując Mike'a.
** Trzynasta **
W końcu wszyscy wstali... znaczy Amy wstała o dziesiątej ale stwierdziła, że sobie poleży.
Mike już dobre pół godziny jest przyklejony do sedesu i maluje tam piękne obrazy a Dave walczy z kacem przy kawie.

* Amy *

Do teraz nie wiem skąd Chester wytrzasnął tutaj Mike'a ale mniejsza o to.
- In The End ... - powiedział wychodząc z łazienki.
- W końcu. Już myślałem, że kibel cię porwał - zaśmiał się Phoenix.
- Bardzo śmieszne rudzielcu - no to sobie Mike narobił...
Dave wstał z fotela i stanął na przeciwko Spike'a.
- Coś ty powiedział ?
- Rudzielcu. Głuchy jesteś ?
- Nie masz prawa tak do mnie mówić - chwycił go za koszulkę sycząc.
- Dlaczego niby ?
- Zadajesz bezsensowne pytania.
- Dave zostaw go i tak sie nacierpiał - rzekłam a Dave przeklinając pod nosem dał mu spokój.
Nagle zaczęli na siebie wszyscy krzyczeć. Dave miał pretensje do Chaza, Mike do Dave'a a Chester stał i na nich krzyczał.
Pierdole taki dzień... wzięłam plecak, psa i wyjechałam do miasta. Nie mam ochoty słuchać tych oszołomów.
Jeździłam po marketach i szukałam dobrych żelków oraz pepsi. Gdy już je znalazłam ruszyłam do stoiska z gazetami.
Szczerze mam dość tej ciasnej klitki na ostatnim piętrze... chyba czas czegoś poszukać. Bo jeśli Dave stwierdzi, że przedłuża sobie wakacje w moim domu na czas nie określony to jebne.
Zaczęłam przeglądać gazete.
Blok, mieszkanie, kamienica, mały domek parterowy, willa z basenami, rzeźnia ...
Zaraz co ?! Rzeźnia jako dom ... wszystko wszystkim ale to ?!
Cofnęłam do strony z willą.
Duża powierzchnia; cztery pokoje, dwie łazienki, salon z aneksem, garaż, piwnica, strych, basen, jacuzzi i duży teren dookoła. Wszystko pięknie. Widać, że dom zadbany ale cena...
Zerkam na nią i widzę liczbę dość małą. Sto tysięcy ?! Jak za taką posesje ?!
What ?! Chyba pod wynajem na miesiąc.
Dzwonie na podany numer i odbiera jakaś staruszka. Może ma z siedem dyszek na karku.
Pytając o cene domu dowiaduje się, że ta kobieta mieszka sama i ten dom jest dla niej za duży. Chciałaby sprzedać dom lub zamienic na małe mieszkanko.
Wpadam na pomysł aby przyszła jutro i zobaczyła mieszkanie. Może akurat mi się poszczęści. Tylko przed tym musze pozbyć się tej trójki... - Wzdycham głęboko.

Tak O ! ... wena wróciła. Nie chce zamykać tego bloga bo go lubię i szanuje ale wy mnie już pewnie nie lubicie :(

sobota, 12 grudnia 2015

Rozdział 14

* Amy *

Poranek nie był taki jakiego się spodziewałam. Nie myślałam, że Dave zgoli aż tak brodę. Bas w rękach Phi Phi ?  Może być ciekawie...
Uśmiecham się do tych dwuch gamoni, któzy gapią się na mnie jak na kosmite.
- No co ? - pytam w końcu.
- A nie mogę się popatrzeć na ciebie ? - Chester głupio się szczerzy.
- Eyyyy... eee nie ? - robię śmieszną minę.
Dave patrzy na nas jak na niedojebów, w sumie to ja mu się nie dziwię. On nic nie wie. Wywracam oczami i podjeżdżam do blatu gdzie stoi kubek z kawą... jak zawsze pod ścianą. Udusze ich kiedyś.
Dave z Chazem patrzą na wiadomości w telewizji a ja wstaje, nogi mi przy tym drża ale sięgam po kubek po  czym chwilę stoje i powoli się odwracam w stronę chłopaków. Stawiam kawę na blacie i opieram się o ich ramiona. Ich reakcja jest natychmiastowa. Obaj się odwracają jednocześnie a ja trace równowagę i lecę na twarz.
Szybko mnie łapią ale trochę za późno... przywaliłam zębami w aneks i przy okazji rozwaliłam sobie wargę. Cholera !!
- Amy wszystko gra ? - słysze Dave'a zanim jeszcze podniosłam głowę.
- Amm ?
- A czy widzisz, żeby było w porządku ? - podnoszę głowę i morduję ich wzrokiem.
- Amy, twoja warga... - Odzywa się Chaz i kuca przede mną unosząc mi lekko brodę i patrząc mi w oczy.
- Nic mi nie będzie - mówię stanowczo i odwracam głowę.
- Am, spójrz na mnie... proszę - kurwa, co ja dziecko jestem ? Wkurza mnie takie coś..
- Jedziemy do szpitala - słyszę nagle.
- Zaraz, co ? Po co niby ?
- Bo krwawisz i to mocno..
- Ale...
- Nie ma ale Amy ! - przerwał mi krzykiem Chaz. Przeszły mnie ciarki, nie lubię krzyku ale jak sama to robie,  to mi pasuje. 
- Ja zostane, nie lubię widoku krwi... - mówi Dave. Eh.. to on jeszcze nie wie co się stało w łazience... i dobrze..
Chester, bierze mnie na ręce i schodzi ze mną na dół, po czym wsiadamy do samochodu.
- Wiesz, że po to jest tu winda abym zjechała sama ? - nie mam dzisiaj humoru.
- Może i tak ale teraz przynajmniej nie uciekniesz.
- Bardzo śmieszne Bennington .. - wycedzam przez zęby.
- Też cię kocham - głupio się szczerzy.
Kręce zrezygnowanie głową.
- Z kim ja żyje... - mówię to na głos i patrze na Chestera.
- Ze mną, Dave'em, resztą i Axelem.
- Czasami mam cię serio dość - wyciągam w jego stronę język. Czuję na nim metaliczny posmak krwi.
Dotykam ręką wargi i czuję nieprzyjemny ból.
- Czy to wygląda gorzej niż myślę ? - patrzę na Chaza.
- Źle nie jest, dla mnie zawsze będiesz piękna - uśmiecha się i delikatnie mnie całuje w nos.. 
Po podróży samochodem, Chester bierze znowu mnie na ręce i zanosi do szpitala.
Sadza mnie na krześle i idzie mnie zarejestrować.
Wraca po chwili z małym ręczniczkiem w krórym jest lód.
- To po to aby opuchlizna troszkę zeszła - powiedział i przyłożył mi zimny ręcznik na rozcięcie.
- Aj... - syczę lekko.
- Bez przesady, będzie dobrze - uśmiecha się delikatnie.
Po chwili daje mi zimny okład abym trzymała i bierze mnie na kolana.
Kilka minut później jestem proszona do gabinetu. Oczywiście Chester mnie zanosi i sadza w fotelu.
- Niech się pani nie martwi, nie będzie bolało - słyszę głos lekarza. Na to ja tylko kiwam głową i zamykam oczy. Chce mieć już to za sobą !
- Gotowe, za dwa tygodnie proszę przyjechać na wgciągnięce szwów.
Otwieram oczy i lekko się uśmiecham.
- Dziękuję i dowidzenia.
Chaz zabiera mnie stąd jak najszybciej. Nie mam ochoty tutaj zostać ani sekuny dłużej.
Wsiadamy do samochodu i jedziemy do mieszkania.
Chester zanosi mnie na piętro i wnosi do środka. Zastajemy tam niezłą impreze. Nie wiem jak i nie wiem kiedy oni się tutaj zjawili.

* Chaz *

Miał przyjść sam Mike, chciałem z nim tylko porozmawiać. Nie kazałem mu sprowadzać tutaj Joego, Roba i Brada.
W sumie widzę, że dogadali się z Dave'em... albo inaczej najpierw go uchlali...
Shinoda ma oczy jak pięć złoty, Joe stoi przy lodówce, Brad z Robem leżą na podłodze przed TV a mi kopara opada gdy to wszystko widzę. Amy też nie jest zachwycona tym wszystkim...
Sadzam ją na wózek, a następnie biorę Mike'a za szmaty i idę z nim do pokoju.
- Co ty kurwa wyprawiasz ?! - krzyczę na niego.
- No... ale eee Czesiek... ja tylko miałem ee wpaść i to zrobiłem, to, że sie reszta eeeee doczepiła to nie moja wina..
- To na cholere upiliście Dave'a ?!
- Tak jakoś wyszło noooo..
- Tak jakoś wyszło ?! Czy ty myślisz, że ja się urodziłem wczoraj ?! Chlaliście jak świnie ... z trzy flaszki poszły jak nic w takim krótkim czasie. Pojebało was ?!
- I tu zrobiłeś błąd kolego nie trzy .. tylko .. raz, dwa, trzy... cztery, pięć ooo tak pięć - liczy na palcach po czym macha mi przed oczyma trzema palcami i wmawia mi, że tak się pokazuje pięć.
Wracam z tym przyjebem do salonu.
- Koniec imprezy ! Wszyscy won !!
- Ja ... też ? - zdziwił się Dave.
- Ty zostajesz... a twoją karą za pewne będzie kac morderca....
Gdy wszyscy się wyczołgali z mieszkania, zaprowadziłem Dave'a do pokoju i zamknąłem drzwi.
Amy jeźdźiła i zbierała butelki. Dołaczyłem do niej i po chwili było już posprzątane.
Była dość wczesna godzina ale ani ja ani Amy nie mieliśmy już na nic siły. Udaliśmy się do pokoju i poszliśmy spać.

Takie sobie ale może komuś się spodoba ... jeśli żyje tutaj ktoś ;)

poniedziałek, 7 grudnia 2015

Parszywa 13

* Dave *

Ten dzień kiedy Axel wrzucił mnie w błoto nie był moim najlepszym, ale przynajmniej nie najgorszym.
Siedzę w pokoju Am i patrzę się w ścianę.
Nic nie słysze, nic nie gra, nic nikt nie mówi. Ta cisza mnie dobija. Jest godzina piąta piętnaście, a ja mam wywalone na sen. Wstaję z łóżka i cicho ruszam do łazienki.
Spoglądam w lustro i widzę człowieka zmęczonego życiem. Oczy czerwone, podkrążone i bez życia. Człowiek, który stracił tak wiele a jeszcze stoi na nogach i patrzy się w to pierdolone lustro. Obmywam twarz zimną wodą i myśle. Myśle nad tym czy coś zmienić w swoim życiu. Sięgam po maszynke do golenia i z dość dużej brody zostaje mały zarost.
Zerkam ostatni raz w lustro i mówię do siebie, że jestem debilem.
Kieruję się do kuchni zrobić sobie kawę.
Zerkam na zegar i widzę piątą czterdzieści. Kręcę zrezygnowany głową i siadam za aneksem.
Podchodzi do mnie Axel i się gapi. Ja robię to samo ale on staje na tylnych łapach i opera łeb i łapy na moich nogach.
Nie lubię tego psa, on mnie też nie toleruje ale coś mu musiało odbić. Głaszczę go chwilę po czym wstaję aby zalać sobie kawę.
Słyszę Amy, to znak, że się obudziła. Woła psa i zabiera go na spacer.
Zostaję sam, znowu. Dobra może nie sam, bo Chester jest ale on się nie liczy, bo śpi.

* Amy *

Chwila przed szóstą a ja z Axelem na dworze. Puszczam go ze smyczy, niech pobiega... też bym tak chciała... na nowo wyrobić kondycję, biegać aż do utraty tchu. Bardzo byn tego chciała.
Po upływie kilku minut wołam futrzaka, ale jak zawsze mnie ignoruje. Podjeżdżam do niego a on sobie idzie.
- Axel, cholero chodź tu ! - krzyczę na psa a on przychodzi z podkulonym ogonem.
Zapinam mu smycz i wracam z nim do domu.
Jadę do kuchni i widzę, że ktoś tam siedzi... hmmm na Chestera za wcześnie czyli to Dave.
- Cześć rudzielcu, co tak wcześnie wstaleś ? - pytam podjeżdżając do niego.
- Ja ? Wcześne ? Dopiero wstałem.
- No jasne .. bo co uwieze...
- No tak - upiera się.
- Ja wiem swoje ty swoje... jak zawsze.. a pozatym gdzie ty podziałeś brodę ? - patrzę na niego zdziwiona.
- Postanowiłem, że czas się trochę zmienić. Koniec grania na wiolączeli ... jak na razie. Biorę się za hmm... eee... no.. ten ! Kurde jak to się mówi... Bas ! O, tak o to mi chodziło - uśmiechnął się szeroko a ja prawie wybuchnęłam śmiechem.
Prawie z powodu, że chwile po tym prawie zawału dostałam.
To był Chester złapał mnie za ramiona a ja się tego nie spodziewałam.
- Hey młoda - lekko się uśmiechnął a ja zaczęłam mordować go wzrokiem.
- Hey stary - docinka za docinkę, proszę bardzo ja mogę sie tak sprzeczać.
Powiem tak.. idealne związki nie istnieją a ja z tym debilem chyba jakoś wytrzymam. Nie myślcie sobie, że będzie pięknie i kolorowo. Ooo nie ... nie ze mną - uśmiechnęłam się do siebie.

Dobra mordeczki. Koniec 13... wyszedł dość krótki no ale co można stworzyć przez 2 lekcje polskiego i matme ? XD
Pozdrawiam i proszę napiszcie, że jesteście albo czy pisać dalej.

Ważne Info !!

A więc jak wiecie.. nie było mnie sporo czasu ... przepraszam. Szkoły sobie tak olać nie mogę niestety plus doszedł problem - brak weny. .. Pojawia się tutaj pytanie czy chcecie bloga dalej ? 
Jeśli napiszecie, że nie ma to sensu.. zrozumiem. 
Mam w 75% napisany rozdział 13 i nie wiem czy jest sens.. czy ktoś tutaj wchodzi jeszcze.. 
Żeby nie było wena powróciła i Ci którzy czytają wiedzą, że wstawiam posty o dość późnych godzinach. 
Tak będzie również teraz. 2 - 5 około tych godzin powinny się pojawiać posty. 
Pomóżcie i napiszcie czy jest sens ... PROSZĘ i jeszcze raz Przepraszam :c

wtorek, 22 września 2015

Rozdział 12

** Amy **
Patrzyłam na Chestera wzrokiem mordercy ale on sobie z tego nic nie robił... i gdzie tutaj sprawiedliwość ?
Siadam na kanapie i patrzę w telewizor. Myślę, że Axel nie zje Dave'a i wrócą niedługo, bo z Chazem sama to ja na głowę dostanę.
- Co taka dzisiaj nie w humorze jesteś ? - zapytał i przysiadł się do mnie.
- Szkoda mi Dave'a ... i tyle - zerkam na niego. - Coś mi się nie wydaje, że to już wszystko... coś cię gryzie...
- Nic... a nawet jeśli, to nie twoja sprawa.
- Eh... - westchnął.
Siedzieliśmy w milczeniu przez pewnien czas a mi powoli toczyły się łzy po policzkach z powodu Sary.
Wtuliłam się w Chaza, nie wiem dokładnie co mnie wzięło na przytulanie ale jakoś było mi lepiej.
Chester uśmiechał się do mnie i szeptał abym się uspokoiła.
- Nie moge, nie umiem... nie wiem jak - powiedziałam i otarłam łzy rękawami od szarej bluzy. Zerknęłam na chłopaka zapłakanymi oczyma a on mnie pocałował.
- Amy wiem, że ty myślisz inaczej ale ja cię kocham i zawsze ci pomoge - patrzy mi w oczy.
Milczę i odwracam głowę. Kiedyś mi już powiedział, że mnie kocha... ja już sama nie wiem co o tym myśleć. Wyszło jak wyszło, Chester jest troskliwy, uroczy i zabawny ale moje uczucia do niego nie są takie silne jak jego do mnie.
Czuje, że się na mnie patrzy i on teraz chce tego abym na niego spojrzała.
- Amy...
Nadal cisza, żadne słowo z moich ust się nie wydostaje.
- Amy ... proszę.
Głos mu drży a mi się serce kraje slysząc go w takim stanie.
- Chester... ja... eh... też cię kocham - mówię i się lekko uśmiecham. W sumie taka jest prawda, ale nie szaleje aż tak jak on.
- Na prawdę ?
- Nie Chaz, na niby - patrzę chwilę na niego po czym kręce głową.
Kątem oka widzę, że ten się uśmiecha.
Przytula mnie mocno i całuje.
- Jesteś nie możliwa i teraz moja - szczerzy się.
- Twoja ? Kolego czy tobie coś się pop rzewracało w mózgownicy ?
- Nie, a co, to nie prawda ?
- Prawda głuptasie, prawda.
- Więcej razy go nie biore, nie ma mowy ! - do mieszkania wchodzi Dave, który jest cały w błocie.
- Co ci się stało ? - zapytał Chaz.
- To coś mi spierdoliło i przez niego wpadłem w błoto.
- Brawo Dave, brawo. Takiego geniusza jeszcze nie było jak ty  - uśmiecham się szeroko.
** Chester **
Śmieję się cicho z Dave'a, bo to serio jest zabawne. Ja nie lubię też z tym psem wychodzić ale mnie jeszcze do błota nie wrzucił.
Wracając do sytuacji z Amy. Jestem szczęśliwy i oby nie na krótko, chcę aby, to trwało dłużej...
Byle co ... nic nie wyszło ! Pisane na lekcji tak bardzo ;-;...A więc jest co jest jak zawsze dodane po terminie. -.-" Przepraszam ale nie miałem kiedy. Dobra koniec pitu pitu...
Pełno bledow ;-; ... grrr ....
Co jeszcze wam tutaj napisac moge...
A wiem ^^ mozecie dawac propozycje w kom co byscie chcieli w kolejnym rozdziale tak mniej wiecej i czego ode mnie oczekujecie.. postaram sie to zmienic ;3 Widzimy sie w FALSZYWEJ 13 ;)

poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 11

Budzę się cały zdyszany i zgrzany, oddycham ciężko i przy okazji patrzę na zegarek, który pokazuje 3.15
Siadam na łóżku patrzę ponownie na zegar i przecieram twarz dłońmi. Wstaję i przebieram się w dres, zabieram telefon i wychodzę.
Nie będę tutaj siedział do szóstej czy siódmej rano. Wybiegam z domu i sprintem do parku po czym truchtem w dalszą drogę. Nogi niosą mnie same prosto na... cmentarz... Staję przed uliczką i ją uchylam. Skrzypi niemiłosiernie, zaraz wszystkich martwych pobódze i będzie tutaj niezły The Walking Dead... i to w 3D a nawet w 4D.
Kieruje się prosto na grób mojego brata,  którego prawie nie znałem. Miałem cztery lata kiedy on odszedł... Młody chłopak teraz kończyłby dwadzieścia jeden lat... W sumie po co ja tutaj ? Co mnie tutaj sprowadziło ? Poczucie winy ? Nie wiem... jest trzecia trzydzieści i nie myśle o tej godzinie. Odwracam się na pięcie i jak najszybciej chce stąd wyjść. Gdy opuszczałem teren należący do zmarłch poczułem na karku lodowate powietrze. Zesztywniałem po czym biegłem jak najszybciej do domu... niestety papierosy na kondycje dobrze nie wpływają więc miałem kilka postoji.
Wpadam do domu jak nawiedzony, Axel na mnie warczy jak na obcego i siedzi przede mną.
- Odejdź, wracam do łóżka.
Pies ani drgnie. Omijam go łukiem zrzucając adidasy i wracam na moje miejsce. Jest czwarta... czy jest sens iść spać ?
** Dave **
Piąta godzina... spać nie mogę, cały czas myślę o Sarze... Dlaczego ona, a nie ja ? Kręce głową i idę po jakieś picie. Nalewam sobie wody i siadam za aneksem. Zerkam w strone kanapy i widzę, że nie ma na niej Amy. Marszcze brwi i kręce głową. Wypijam całą wodę i wstawiam... znaczy nie mam gdzie wstawić szklanki, bo zmywarka pełna. Włączam ją. Obym nic nie spartplił...
Wracając do pokoju zerkam przez uchylone drzwi Chestera. Widzę Amy wtuloną w niego... przynajmniej ona ma kogoś...
** Amy **
Wstaje, nie marnujmy dnia. Jest ósma chłopaki jeszcze spią a ja jade do kuchni uszykować jakieś śniadanie sobie i im.
Piramida kanapek stoi dostojnie w salonie i czeka aż Milordzi się ockną ze snu. Popijam kawę i zastanawiam się nad wczorajszym postąpieniem Chestera. Po co on mnie przeniósł ? Radzić sobie umiem a kanapa nie gryzie, więc ja tutaj nie widzę problemu spania na niej... Eh... zrozum tu facetów - wywracam oczami na tę mysł i biorę łyk kawy.
- Hej piękna - łyk, który był przed chwilą w mojej buzi wrócił do kubka.
- Nie jestem piękna i nie dyskutuj... przez ciebie nawet już kawy nie dopije...  - gromię go wzrokiem.
- No przepraszam - szczerzy się szeroko.
- I jak ja mam ciebie tutaj zrozumieć ?
- Nie da sie - kładzie mi ręce na ramiona i szepcze do ucha.
- No cześć, co tutaj się wyprawia ? - do kuchni wchodzi lekko uśmiechnięty Dave.
- Cześć... eee... nic ? - mówię równo z Chesterem.
- No jasne, już ja znam takie "nic" - wywraca oczami.
- Ja was nigdy nie zrozumiem - unoszę ręce do góry i opuszczam.
Jadę do pokoju przebrać się i zostawiam tych chłopczyków samych.
** Chester **
- Ty i Amy jesteście razem ? Tak wiem wale prosto z mostu ale wolisz chyba tak niż owijanie w bawełne ... - w tej chwili świat się zatrzymał i szczęka mi opadła aż do samej podłogi.
- Nie... bez przesady ona mi wypomina najczęściej, że nie jestem jej ojcem i mam siedzieć cicho i spierdalać.
- Cała ona... ale jak nie jesteście razem to co ona robiła rano u ciebie w łóżku ? - czy ten koleś musi pytać wprost ?!
- Spała... szkoda mi jej było na kanapie.
- Czyżby ? - morduje mnie wzrokiem.
- Nie zjedliście się ? Nie ? To się cieszę - wraca Amy w momencie idealnym.
- Dave proszę cię a nawet błagam... weż Axela na spacer, nic ci nie zrobi... błagam - Amy robi słodkie oczka do Dave'a a.ten jej ulega i bierze tą krowe na spacer.
Zostaliśmy sami tak jak przed jego powrotem.
- O czym gadaliście ?
- O tobie...
- W sensie ?
- Czy jesteśmy razem i co robiłaś dzisiaj u mnie w łóżku...
- Ołł... przecież ja tylko tam spałam...
- Tak mu powiedziałem ale zaczął mordować mnie wzrokiem.
- Nie przejmuj się nim - lekko się uśmiecha.
- Okey, jakoś przeżyje - szeptam jej do ucha i szybko całuje.
- Chazz... - Amy wzrokordercy też ma opanowany do perfekcji ale ja na to nie reaguje i się uśmiecham.
Tym razem opowiadanie zajęło mi trzy notki w telefonie... ale wiem, że 11 rozdział nie trzyma się kupy ani troche... Błędów pewnie od cholery ale nie mam jak ich poprawić... bo mądry ja spaliłem twardy dysk ale to tak na 50% ... W sumie jest jedna aktywna osoba na tym blogu i widzę w podglądzie, że i tak was jest mało... chciałem to zakończyć ale za dobrze się pisze więc chyba zostanę.. CHYBA. Co do rozdziałów będą się pojawiać maxymalnie do 5 dni... mam na głowie trochę nauki i myśle, że mnie zrozumiecie i wybaczycie a więc czołem. Widzimy się w 12 rozdziale ^^
Soldier Chazzy udaje się na spoczynek... hehe żart idzie pisać opowiadania ^^ bo cierpi na bezsenność :) Pa ^^