poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rodział 7

Podróż nie trwa długo, wchodzę do mieszkania i rzucam kluczyki ma szafkę. Tak jak się spodziewałem telefonu już nie mam ... Axel go całego zniszczył. Podnoszę komórkę z podłogi i na zbitym ekranie widzę wiadomość od Dave'a. Osz cholera...
Czytam ją szybko ale to na szczęście tylko wiadomość, że wyjechał na wakacje i wróci dopiero za dwa tygodnie. Odetchnąłem z ulgą.
Axel patrzył się na mnie jakby chciał mnie zjeść... o nie ma mowy. Podchodzę do szafki z jego karmą i sypie mu do miski pokarm oraz nalewam świeżej wody. Patrzy na mnie z pogardą ale mało mnie to już interesuje.
Idę do pokoju i przebieram się w czyste ubrania. Mam na sobie ciemną koszulkę i ciemno niebieskie jeansy.
Wychodzę z pomieszczenia i chwytam po drodze smycz Axela, gdy tylko on usłyszał, że sciągam z haczyka smycz zaczął na mnie skakać. Nie żeby coś ale ta krowa jest ciężka, to nie York...
Zapinam mu szybko smycz zanim mnie przewraca i wychodze z mieszkania. Idziemy do parku i chwile później wracamy.
Zostawiam psa i jade do szpitala. Nie obchodzi mnie, że jest późno, po prostu tam jadę.

** Amy **

Leżenie w jednej pozycji muszę przyznać jest dość męczące. Nie mam jak się odwrócić i mogę patrzeć tylko w sufit. Oczy zaczynają mi się zamykać nie mam na nic siły. Przypominam sobie co mówiłam do Chestera... że jest kochany i że też go kocham... co ja w ogóle gadałam, o czym ja myślałam ?! To jest bzdura. ! Dla mnie on nadal jest idiotą... przystojnym ale idiotą, ale brakuje mi jego towarzystwa...
- Debilka z ciebie Amy wiesz ?
- Tak wiem, bo gadam sama do siebie...
Wzdycham ciężko i patrzę przed siebie w drzwiach stoi Chaz... grrr.
- Cześć, znowu - odzywa się po chwili.
- Cześć, byłeś z psem ? - pytam bo to mnie chyba najbardziej interesuje.
- Tak... przeciągnął mnie przez cały park ale byłem.
- Okey ... - mówię i wywracam oczami.
- No co ? - pyta.
- Nie nic, nic... ale fajniejsza była tamta koszulka - głupio się uśmiecham.
- Dlaczego niby ? - marszczy brwi.
- A tak jakoś... siadaj a nie w drzwiach będziesz stał.
- A tak jakoś, to żadna odpowiedź - uśmiecha się lekko.
- Jest ... i koniec... - próbuje wyglądać poważnie ale wiem, że mi to nie wychodzi gdyż Chester się głupio śmieje.
- To nie jest śmieszne... - mówię groźnie.
- Jest, wyglądałaś komicznie.

Gadaliśmy do szóstej po czym zasnęłam, nie wiem czy Chaz gdzieś poszedł ale ja już nie mogłam ze zmęczenia.

** Chaz **
Od godziny siedzę w barze szpitalnym popijając jedną kawę za drugą...
Wypiłem chyba cztery szklanki kofeiny... nie zdziwię się jak dostanę zaraz drgawek... - wywracam oczami.
Patrzę się w pustą ścianę i myśle co będzie dalaj ale w sumie po co ?
Am pewnie wypiszą za jakieś dwa góra trzy dni ... i co wtedy ? Wrócimy do normalności ? Wrócimy do tego jak ona mnie wyzywała, że nie jestem jej ojcem ? Nie chce tego... cholernie tego nie chce ...

Sorrry ! Teraz mnie walicie w twarz wiem to... ale nie było kiedy ... mam przygotowane rozdziały ale mój inteligentny inaczej telefon wszystko zapisał w kopiach roboczych a mam dla was 5 rozdziałów... nie wiem jak je teraz wstawić ... no ale cóż do zoba :3