* Następnego dnia*
Wczoraj nic się już nie działo... każdy z nich siedział w innym pomieszczeniu.
Dave zajął pokój Chaza, Chester siedział w kuchni a Mike leżał na moim łóżku.
Cała trójca święta była na siebie zła.
Siadając do śniadania w czterech, bo Mike został na noc nikt się nie odzywał.
- Dave, a ty przpadkiem dzisiaj nie miałeś jechać zobaczyć sobie basu ? - powiedziałam to specjalnie gdyż każdy z tych durni interesuje się muzyką.
- Bas ? - zapytał Mike.
- Tak... skończyłem z wiolonczelą - powiedział dając ostatni kęs kanapki.
- Moge jechać z tobą ? Doradze Ci coś, znam się trochę na tym - rzekł Shinoda.
- Niech będzie. Jedz i jedziemy.
- Chester... może wybierzesz się z nimi i przypilnujesz aby się nie zabili ? - zrobiłam słodkie oczka.
- W sumie... - patrzy zamyślony w sufit.
- Chazzy...
- Dobrze, pojadę ale jak nie wrócimy, to wymordowaliśmy siebie nawzajem - wyszczerzył się.
- Chester - gromienie wzrokiem zawsze pomaga.
- Wrócimy - wywrócił oczami po czym wstał i cmoknął mnie w policzek.
Wszystkie naczynia wrzuciłam do zmywarki i patrzyłam jak chłopaki sobie idą.
- Nie macie się co śpieszyć. Nie wracać mi tutaj po upływie trzech godzin ! - krzyknęłam śmiejąc się i zatrzaskując za nimi drzwi.
Dobra ! Czas tutaj posprzątać. Sypialne ogarnięte, łazienka czysta. Wystarczy tylko zetrzeć kurze i zgarnąć sierść Axela.
Po upływie godziny skończyłam, a gdy wybiła jedenasta usłyszałam dzwonek do drzwi.
Była, to ta starsza pani. Gdy otworzyłam drzwi lekko się do mnie uśmiechnęła i podała mi przyjaźnie rękę.
- Dzień dobry - rzekłam wskazując jej aby weszła.
- Ładne mieszkanie - powiedziała rozglądając się na wejściu - zadbane, tylko troszkę sierści tutaj. - dodała po chwili.
- Przepraszam za sierść ale wszystkiego tak od razu nie da się pozbyć.
Staruszka obeszła całe mieszkanie i dokładnie wszystko sprawdziła.
- Podoba mi się. Jestem skłonna do tego aby zamienić dom na takie przytulne mieszkanie. Tylko zastanawia mnie jedno. Dlaczego ty sama chcesz taki duży dom.
- Cóż... mam dość dużego psa więc potrzebuję troche przestrzeni a do tego mieszkam z bratem i chłopakiem. Oni mają mało realne marzenia i chcieli by założyć zespół i potrzebują miejsca na próby.
- W takim razie się zgodzę. - uśmiechnęła się szeroko. Do jutra się spakujecie prawda ? - zapytała.
- Tak, nie ma tutaj wielu rzeczy - odwzajemniłam uśmiech.
- W takim razie trzymaj się - powiedziała i podała mi dokładny adres domu.
Gdy ta wyszła usiadłam na kanapie i patrzyłam w ekran telewizora. Po chwili do mnie dotarło, że wymieniłam mieszkanie warte góra sto tysięcy na dom warty z trzysta tysi. Pies na mnie patrzył swoimi oczkami.
- Udało się piechu ! Tak, nie będziesz tylko siedział w kuchni i w moim pokoju. Teraz będziesz miał teren do biegania. Jest ! - krzyknęłam i w tej chwili drzwi się otworzyły i w drzwiach stanął Rob, Joe i Brad.
- Co się tak cieszysz ? - zaśmiała się owieczka.
- A od kiedy wchodzi się bez pukania ? - zmieniłam temat.
- Sorki, przyzwyczajenie. - powiedział Joe unosząc ręce w geście obronnym.
- Wracając do twojego pytania Brad, to udało mi się zdobyć bardzo ładny domek - uśmiechnęłam się.
- Przeprowadzacie się, to wspólna decyzja? - zapytał Robert.
- Nie, moja. Taka okazja się trafia raz w życiu.
- Jaka dokładnie ?
- To mieszkanie za praktycznie wille.
- Pierdolisz ! Ile musisz dopłacić ? - czekał na odpowiedź zdziwiony Joe.
- Nic. Kompletnie nic.
- No to gratuluje - uśmiechnął się Brad.
* Chwilę później *
- Jestem od ciebie lepszy !
- Wcale nie, to ja lepiej gram !
I się zaczęło... wrócili.
- Cisza ! - krzyknęłam jak tylko stanęli w drzwiach.
- Z wami to jak z dziećmi... - syknęłam.
- No ale ja lepiej gram niż on ! - stwierdził Dave.
- Wszyscy jesteście na równi. Teraz się zamknąć, brać walizki i się pakować... Już !
- Gdzieś jedziemy ? - zapytał Chaz.
- Nie pytać tylko brać się do roboty !
Po upływie trzech godzin spakowaliśmy co nasze. Chłopaki nam pomogli .. znaczy bardziej się wydurniali ale mniejsza o to.
Wyszli około osiemnastej.
- Powiesz nam gdzie się wybieramy ? - zapytał Dave.
- Nie.
- Dlaczego, coś się nagle stało, że nie możemy tutaj zostać ? - mruknął Chaz.
- Tak stało się. Koniec kropka. Nic wam już nie mówie.
- Amy...
- Nie ! Czy do was nie dociera to słowo ?! -uderzyłam pięściami w blat po czym wyjechałam do pokoju gdzie zamknęłam drzwi i włączyłam sobie muzykę.
Leżałam na łóżku i rozmyślałam jak to teraz będzie. Czy mnie Dave nie powiesi przypadkiem.
Tak leżąc zasnęłam wtulona w poduszkę.
Czułam tylko jak po pewnym czasie łóżko się ugina i kładzie się na nim Chester.
* Rano *
Wstałam jak zawsze jako pierwsza. Pojechałam się ogarnąć, wypiłam kawę i wyjechałam z psem na spacer nie zwracając na nic uwagi.
Gdy otworzyłam drzwi dopiero skapnęłam się, że Mike u nas dzisiaj spał.
Po co on tutaj ? Czy on nie ma własnego życia... - warknęłam pod nosem i zaczęłam wszystkich budzić.
Zanim oni się zebrali to zrobiłam im kanapki i kawę po czym położyłam je na stole.
Gdy wszyscy zjedli założyłam Phoenix'owi i Mike'owi opaki na oczy aby nic nie widzieli.
Chester wcześniej wszystko zapakował do samochodu.
Zjechaliśmy na dół windom po czym wsadziliśmy chłopaków i Axela do tyłu. Chaz siedział za kierownicą a ja koło niego. Podałam mu adres a ten tylko się uśmiechnął i ruszył.
Całą droge jechaliśmy w ciszy. Po godzinie przez korki dotarliśmy na miejsce.
Wysłałam Chaza aby przekazał klucze od naszego starego mieszkania starszej pani a odebrał od willi.
Przyszedł z kluczami uśmiechnęty.
Staruszke widziałam tylko w lusterku jak odjeżdżała.
Axel wysiadł jako pierwszy przechodząc przez Mike'a.
Gdy wyciągneliśmy chłopaków z pojazdu ustawiliśmy ich tak aby patrzyli prosto na budynek po czym zdjęliśmy im opaski.
- O rzesz w morde ! - krzyknęli jednocześnie.
- Witamy w domu - uśmiecham się szeroko.
- Powaliło cię Amy - rzekł Dave z uśmiechem.
- Wiem - odwzajemniłam uśmiech.
- To ruszamy zobaczyć jak to wygląda w środku - Dave skakał jak pojebany.
Bum ! Dzisiaj taki ... byle jaki ^^ Pozdrawiam :)