wtorek, 22 września 2015

Rozdział 12

** Amy **
Patrzyłam na Chestera wzrokiem mordercy ale on sobie z tego nic nie robił... i gdzie tutaj sprawiedliwość ?
Siadam na kanapie i patrzę w telewizor. Myślę, że Axel nie zje Dave'a i wrócą niedługo, bo z Chazem sama to ja na głowę dostanę.
- Co taka dzisiaj nie w humorze jesteś ? - zapytał i przysiadł się do mnie.
- Szkoda mi Dave'a ... i tyle - zerkam na niego. - Coś mi się nie wydaje, że to już wszystko... coś cię gryzie...
- Nic... a nawet jeśli, to nie twoja sprawa.
- Eh... - westchnął.
Siedzieliśmy w milczeniu przez pewnien czas a mi powoli toczyły się łzy po policzkach z powodu Sary.
Wtuliłam się w Chaza, nie wiem dokładnie co mnie wzięło na przytulanie ale jakoś było mi lepiej.
Chester uśmiechał się do mnie i szeptał abym się uspokoiła.
- Nie moge, nie umiem... nie wiem jak - powiedziałam i otarłam łzy rękawami od szarej bluzy. Zerknęłam na chłopaka zapłakanymi oczyma a on mnie pocałował.
- Amy wiem, że ty myślisz inaczej ale ja cię kocham i zawsze ci pomoge - patrzy mi w oczy.
Milczę i odwracam głowę. Kiedyś mi już powiedział, że mnie kocha... ja już sama nie wiem co o tym myśleć. Wyszło jak wyszło, Chester jest troskliwy, uroczy i zabawny ale moje uczucia do niego nie są takie silne jak jego do mnie.
Czuje, że się na mnie patrzy i on teraz chce tego abym na niego spojrzała.
- Amy...
Nadal cisza, żadne słowo z moich ust się nie wydostaje.
- Amy ... proszę.
Głos mu drży a mi się serce kraje slysząc go w takim stanie.
- Chester... ja... eh... też cię kocham - mówię i się lekko uśmiecham. W sumie taka jest prawda, ale nie szaleje aż tak jak on.
- Na prawdę ?
- Nie Chaz, na niby - patrzę chwilę na niego po czym kręce głową.
Kątem oka widzę, że ten się uśmiecha.
Przytula mnie mocno i całuje.
- Jesteś nie możliwa i teraz moja - szczerzy się.
- Twoja ? Kolego czy tobie coś się pop rzewracało w mózgownicy ?
- Nie, a co, to nie prawda ?
- Prawda głuptasie, prawda.
- Więcej razy go nie biore, nie ma mowy ! - do mieszkania wchodzi Dave, który jest cały w błocie.
- Co ci się stało ? - zapytał Chaz.
- To coś mi spierdoliło i przez niego wpadłem w błoto.
- Brawo Dave, brawo. Takiego geniusza jeszcze nie było jak ty  - uśmiecham się szeroko.
** Chester **
Śmieję się cicho z Dave'a, bo to serio jest zabawne. Ja nie lubię też z tym psem wychodzić ale mnie jeszcze do błota nie wrzucił.
Wracając do sytuacji z Amy. Jestem szczęśliwy i oby nie na krótko, chcę aby, to trwało dłużej...
Byle co ... nic nie wyszło ! Pisane na lekcji tak bardzo ;-;...A więc jest co jest jak zawsze dodane po terminie. -.-" Przepraszam ale nie miałem kiedy. Dobra koniec pitu pitu...
Pełno bledow ;-; ... grrr ....
Co jeszcze wam tutaj napisac moge...
A wiem ^^ mozecie dawac propozycje w kom co byscie chcieli w kolejnym rozdziale tak mniej wiecej i czego ode mnie oczekujecie.. postaram sie to zmienic ;3 Widzimy sie w FALSZYWEJ 13 ;)

poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 11

Budzę się cały zdyszany i zgrzany, oddycham ciężko i przy okazji patrzę na zegarek, który pokazuje 3.15
Siadam na łóżku patrzę ponownie na zegar i przecieram twarz dłońmi. Wstaję i przebieram się w dres, zabieram telefon i wychodzę.
Nie będę tutaj siedział do szóstej czy siódmej rano. Wybiegam z domu i sprintem do parku po czym truchtem w dalszą drogę. Nogi niosą mnie same prosto na... cmentarz... Staję przed uliczką i ją uchylam. Skrzypi niemiłosiernie, zaraz wszystkich martwych pobódze i będzie tutaj niezły The Walking Dead... i to w 3D a nawet w 4D.
Kieruje się prosto na grób mojego brata,  którego prawie nie znałem. Miałem cztery lata kiedy on odszedł... Młody chłopak teraz kończyłby dwadzieścia jeden lat... W sumie po co ja tutaj ? Co mnie tutaj sprowadziło ? Poczucie winy ? Nie wiem... jest trzecia trzydzieści i nie myśle o tej godzinie. Odwracam się na pięcie i jak najszybciej chce stąd wyjść. Gdy opuszczałem teren należący do zmarłch poczułem na karku lodowate powietrze. Zesztywniałem po czym biegłem jak najszybciej do domu... niestety papierosy na kondycje dobrze nie wpływają więc miałem kilka postoji.
Wpadam do domu jak nawiedzony, Axel na mnie warczy jak na obcego i siedzi przede mną.
- Odejdź, wracam do łóżka.
Pies ani drgnie. Omijam go łukiem zrzucając adidasy i wracam na moje miejsce. Jest czwarta... czy jest sens iść spać ?
** Dave **
Piąta godzina... spać nie mogę, cały czas myślę o Sarze... Dlaczego ona, a nie ja ? Kręce głową i idę po jakieś picie. Nalewam sobie wody i siadam za aneksem. Zerkam w strone kanapy i widzę, że nie ma na niej Amy. Marszcze brwi i kręce głową. Wypijam całą wodę i wstawiam... znaczy nie mam gdzie wstawić szklanki, bo zmywarka pełna. Włączam ją. Obym nic nie spartplił...
Wracając do pokoju zerkam przez uchylone drzwi Chestera. Widzę Amy wtuloną w niego... przynajmniej ona ma kogoś...
** Amy **
Wstaje, nie marnujmy dnia. Jest ósma chłopaki jeszcze spią a ja jade do kuchni uszykować jakieś śniadanie sobie i im.
Piramida kanapek stoi dostojnie w salonie i czeka aż Milordzi się ockną ze snu. Popijam kawę i zastanawiam się nad wczorajszym postąpieniem Chestera. Po co on mnie przeniósł ? Radzić sobie umiem a kanapa nie gryzie, więc ja tutaj nie widzę problemu spania na niej... Eh... zrozum tu facetów - wywracam oczami na tę mysł i biorę łyk kawy.
- Hej piękna - łyk, który był przed chwilą w mojej buzi wrócił do kubka.
- Nie jestem piękna i nie dyskutuj... przez ciebie nawet już kawy nie dopije...  - gromię go wzrokiem.
- No przepraszam - szczerzy się szeroko.
- I jak ja mam ciebie tutaj zrozumieć ?
- Nie da sie - kładzie mi ręce na ramiona i szepcze do ucha.
- No cześć, co tutaj się wyprawia ? - do kuchni wchodzi lekko uśmiechnięty Dave.
- Cześć... eee... nic ? - mówię równo z Chesterem.
- No jasne, już ja znam takie "nic" - wywraca oczami.
- Ja was nigdy nie zrozumiem - unoszę ręce do góry i opuszczam.
Jadę do pokoju przebrać się i zostawiam tych chłopczyków samych.
** Chester **
- Ty i Amy jesteście razem ? Tak wiem wale prosto z mostu ale wolisz chyba tak niż owijanie w bawełne ... - w tej chwili świat się zatrzymał i szczęka mi opadła aż do samej podłogi.
- Nie... bez przesady ona mi wypomina najczęściej, że nie jestem jej ojcem i mam siedzieć cicho i spierdalać.
- Cała ona... ale jak nie jesteście razem to co ona robiła rano u ciebie w łóżku ? - czy ten koleś musi pytać wprost ?!
- Spała... szkoda mi jej było na kanapie.
- Czyżby ? - morduje mnie wzrokiem.
- Nie zjedliście się ? Nie ? To się cieszę - wraca Amy w momencie idealnym.
- Dave proszę cię a nawet błagam... weż Axela na spacer, nic ci nie zrobi... błagam - Amy robi słodkie oczka do Dave'a a.ten jej ulega i bierze tą krowe na spacer.
Zostaliśmy sami tak jak przed jego powrotem.
- O czym gadaliście ?
- O tobie...
- W sensie ?
- Czy jesteśmy razem i co robiłaś dzisiaj u mnie w łóżku...
- Ołł... przecież ja tylko tam spałam...
- Tak mu powiedziałem ale zaczął mordować mnie wzrokiem.
- Nie przejmuj się nim - lekko się uśmiecha.
- Okey, jakoś przeżyje - szeptam jej do ucha i szybko całuje.
- Chazz... - Amy wzrokordercy też ma opanowany do perfekcji ale ja na to nie reaguje i się uśmiecham.
Tym razem opowiadanie zajęło mi trzy notki w telefonie... ale wiem, że 11 rozdział nie trzyma się kupy ani troche... Błędów pewnie od cholery ale nie mam jak ich poprawić... bo mądry ja spaliłem twardy dysk ale to tak na 50% ... W sumie jest jedna aktywna osoba na tym blogu i widzę w podglądzie, że i tak was jest mało... chciałem to zakończyć ale za dobrze się pisze więc chyba zostanę.. CHYBA. Co do rozdziałów będą się pojawiać maxymalnie do 5 dni... mam na głowie trochę nauki i myśle, że mnie zrozumiecie i wybaczycie a więc czołem. Widzimy się w 12 rozdziale ^^
Soldier Chazzy udaje się na spoczynek... hehe żart idzie pisać opowiadania ^^ bo cierpi na bezsenność :) Pa ^^

czwartek, 10 września 2015

Rozdział 10

Nie, ale po co on tutaj ? Dave ?
Co on tutaj robi, dlaczego wygląda jak milion nieszczęść, gdzie Sara ? - te pytania mam na końcu języka i nie mogę ich wypowiedzieć, gapię się po prostu na brata.

** Dave **

Te wakacje miały być udane, piękne i w ogóle miałem je spędzić z Sarą...
Te wakacje były piekłem... i mam dość. Koniec mojej miłości, koniec... ona nie wróci a skąd to wiem ? Bo ona odeszła, na zawsze... z tego świata. Pierdolone życie !
Zostałem sam jak kołek, znowu... znaczy mam siostre ale co z tego ?
Stoje teraz jak ten pojeb w drzwiach mojej siostry.. cały jestem brudny, zarośnięty. W ogóle wyglądm jak chodząca śmierć.
Nie wiem co teraz będzie, nie chce wracać do domu ale i tak nie mam jak tu zostać... no chyba że na kanapie.
- Cześć... - mówię cicho i patrzę na Amy i Chestera. Czy oni przed moim wejściem się... Okey... nie wnikam.

** Amy **

Nadal gapie się na brata. W końcu coś musze powiedzieć.
- Hej - mówię lekko się uśmiechając.
- Tak... hej ... - Dave jest załamany świga w kąt torbe i siada na fotelu.
- Coś się stało ? - pytam.
- Nie... znaczy ... tak stało... Sara nie żyje... - Co ?! Jak ? O Boże...
- Jak to się stało ?
- Jakiś debil jechał tirem a ona... przechodziła przez pasy... a ten w nią walnął z dużą prędkością a wiadomo co się dzieje później...
- Mój biedny braciszek - w tej chwili Dave siada między nami i mnie przytul, słyszę jak cicho szlocha... szkoda mi go, cholernie mi go szkoda...
- Będzie dobrze, zobaczysz.
- Oby... - mruczy.
- Dave to ty mi zawsze mówiłeś, że mam być silna i iść dalej przez życie a teraz ja ci to mówię i chcę aby tak było.
- Dzięki siorka... mam pytanie czy moge z wami trochę pomieszkać ?
Patrze na Chaza, który wychyla głowę za Dave'a i wzusza ramionami.
- W sumie... jak chcesz to możesz zająć moją sypialnie ja będę spać na kanapie.
- Amy, ja kanapa ty łóżko.
- Nie, jak masz tutaj mieszkać to na moich zasadach - wzrok mordercy, to zawsze działa.
- Dobra, okey...
Po słowach Dave'a przybiegł Axel szczekając a reakcja mojego brata była nie do opisania. Jak można się bać puchatej kulki.

** Chester **

Zaczęło się robić późno i Dave poszedł spać... z resztą Amy też. Siedzę za aneksem kuchennym i widzę jak kuli się na tej kanapie... do siedzenia ona jest okey ale do spania nie za bardzo. Jest w połowie odkryta i szuka ręką koca... nie mogę na to patrzeć.
Wstaję i idę do salonu, okrywam ją kocem i biorę na ręce po czym zanoszę ją do swojego pokoju i kładę na łóżko.
Patrzę się chwilę na nią a następnie ruszam w stronę łazienki się przebrać.
Wracam i widzę, że Amy się na mnie patrzy i nie śpi.
- Co ja tutaj robie ?
- Przyniosłem cię tutaj bo jak na ciebie patrzyłem na tej kanapie to było mi cię szkoda - lekko się uśmiecham.
- Dzięki... ale dałabym sobie radę.
- Eh... z tobą to na głowe kiedyś dostanę.. - kładę się koło niej.
Nie rozumiem Amy... raz mnie całuje, raz chce abym siedział cicho i spadał...i zrozum tu baby !

A więc rozdział 10 dodany z opóźnieniem... i jeszcze jest do niczego...- pretensje do mojego fona ... zapisał mi rozdział w kopiach zapasowych...
Przepraszam za błędy - standard.. będę na laptopie to je poprawię.
Widzimy się za 2-3 dni :3 paa ^^

sobota, 5 września 2015

Rozdział 9

Budzę się wcześnie, przeciągam się i wpadam ręką na jakieś ciało. Zaraz co ? To Chester, ale co on tu ..? Nie, to nie możliwe, w życiu bym takiego czegoś nie zrobiła, nie z nim ! Zakładam szybko dolną część ubrania po czym jadę do szafy po stanik i jakąś bluzkę.
Biorę pierwszą z brzegu i patrzę ... Chestera, kolejna, Chestera i jeszcze jedna rowniez Chestera .. Co jego ciuchy robią w mojej szafie ?! Pierdole zakładam jedną z jego bluzek i trzaskam drzwiami od szafy.
Jadę do kuchni wstawić wodę na kawe, głowa mnie boli, nie wiem co wczoraj robiłam... za dużo tego.
Przez uchylone drzwi salonu widze burdel, inaczej tego nazwac sie nie da.
Jedna flaszka Sztoka, druga Finlandia, trzecia jakas Luksusowa... Co tutaj sie działo ?! Pamiętam tylko małe urywki durnej gry Mike'a.
Słyszę kroki. Yhymmm śpiący książe wstał. Nie miałam ochoty na niego patrzeć więc zabieram Axela i jadę na spacer. Jakaś godzinę póżniej wrócam. Widzę jak Chaz sprząta po wczorajszym piciu. Patrzy się na mnie z miną wyrażającą przeprosiny ? Wstyd ? Nie wiem, ja nawet nie wiem co dokładnie się wydarzyło w moim pokoju ... i może lepiej nie wiedzieć.
- Hej - mówi krótko.
- Cześć... - odwracam wzrok.
- Przepraszam...
- Za ? - o co mu chodzi ?
- Przepraszam cię za noc... za to co zrobiłem ... - no nie czyli jednak.. Bleee!
- Czy ja z toba ...?
Chester kiwa tylko lekko głową.
- Ale ty się...
- Tak.. nie martw się o to..
- Wiesz liczyłam na to kiedyś ale nie tak szybko... nie z tobą.
Chaz zerknął na mnie z miną zbitego pieska.
- Przepraszam... - mruknął jeszcze raz.
- Co się stało to się nie odstanie.. niestety.
Pojechałam do pokoju i chciałam zrobić jakoś to łóżko bo wielmożny pan wstal ale żeby ogarnąć jakoś pościel to nie łaska.
Wstałam z wózka i powoli przywołałam łóżko do normy. Zaraz, uno momento. Ja... w..w..wstałam ? Jak ? Co się dzieje ?! Uśmiecham się do siebie i kłade na pościeli. Może w końcu będę mogła chodzić... może stane w końcu na nogi i będę mogła biegać ? Oby, chce tego. Cholernie tego chce !
Wlekę się na wózek i jadę z bananem na twarzy do kuchni po tą pieprzoną kawę. Chester siedzi w salonie i ją popija przed telewizorem.
Patrzę na kubek parującej cieczy dlaczego on postawił mi kawe na samym końcu blatu ?! Zabije go kiedyś...
Próbuję sięgnąć ale jakoś mi to nie idzie w końcu zbieram w sobie siły i staje na osowiałe nogi i przysówam kubek. W tek chwili orientuje się, że Chester stoi koło mnie i się gapi.
- Amy ty...
- Tak, wiem ! - mówię, wręcz krzyczę i rzucam mu się na szyję po czym go całuje.
- Yyyyy, sorkii... - czerwienie się.- Tego nie było - robię głupią minę i jadę do salonu z kawą.
- Od kiedy ty ten noo ...
- Od wczoraj czuje coś w nogach... może będzie dobrze i pozbędę się tego ustrojstwa - patrzę z pogardą na stojąy obok wózek.
- Wszystko jest możlie jeśli tego się chce - Chester patrzy mi prosto w oczy, nie wiem co on w nich widzi ale mnie tym przyciąga. W końcu składa na mych ustach pocałunek. Po chwili słysze trzask drzwi, odrywamy się od siebie natychmiastowo i patrzymy w ten sam punkt.
W wejściu stoi...
Ta da ... tak dupa a nie... nie wyszło tak jak planowałem ale przynajmniej coś jest ... A tak w ogóle jedna osoba się odezwała, że to czyta a reszta ? Zjadło was coś ? 0.o
Dobra koniec pitu pitu do następnego ;)
A jak coś sorki za błędy wiem, że jest ich dużo ale mój telefon jest o tylek roztrzasnąć i ustawia mi kilka wyrazów jak mu się podoba ;-;

środa, 2 września 2015

Rozdział 8

** Mike **
Siedzę w domu pośród szarych ścian, nic na nich nie ma. Pusto, pusto jak w puszcze ... to chyba nie za dobre porównanie ale nie wiem jak to inaczej określić. Koło mnie walają się kartki papieru z rysunkami bądź słowami...
Nie wiem co tworzę ale wiem, że i tak to jest nie potrzebne.. mam kilka "tekstów" za gablotką ale one nie są jakieś fantastyczne... Rozglądam się nerwowo po pomieszczeniu szukam kartki z napisem "What I've Done" ... co ja zrobiłem, no co ja najlepszego zrobiłem zgubiłem tą kartkę pod tym był kolejny tekst ale do cholery gdzie jest ta pieprzona kartka ?! Przerzuciłem cały pokój do góry nogami ale jej nie znalazłem... w końcu się poddałem i usiadłem na czarnej kanapie. No nie... Shinoda debilu ! Przeszukałeś cały pokój a tą głupią kartkę miałeś w tylnej kieszeni spodni ?!
- Idiota Shinoda, idiota Shinoda  - pukam się kilka razy w czoło.
Wstaję i wkladam kartkę za gablotkę, tam będzie bezpieczna. Uśmiecham się sam do siebie i sprzątam pomieszczenie gdyż panuje tutaj totalny burdel.
Poznałem w ogóle kilka dni temu kilku chłopaków oni też interesują się muzyką. Są nawet spoko musze ich przedstawić Chazowi.
Jest Brad - basista, Joe - DJ i Rob - perkusista.
Musimy się umówić w jakiś dzień na picie.

** Chaz. Cztery dni później **

Amy jest w domu od trzech dni... jednak nic sie nie zmieniło tak jak sądziłem wrócimy do rutyny. Jest tylko wynieś, przynieś, pozamiataj a jak masz czas to se polataj...
Dzisiaj Mike z jakąś bandą wpada do nas. Ciekawe kogo on poznał.

** Amy **

Siedze sobie na kanapie i patrze w ten durny ekran, nic nie leci tyle kanałów i nic ... chyba, że wiadomości.. co nie jest zachwycające.
Chester chodzi po całym mieszkaniu i sprząta.. po co ? Jest tutaj czysto nie licząc sierści Axela.
- Chaz, siadaj a nie biegasz między pomieszczeniami.
- Nie mogę, Mike za dwie godziny wpada.
- Ty gorzej jak baba ... jeszcze powiedz, że idziesz się pomalować.
- Amy... - wkurza się, słychać po jego głosie.
- Miło mi też jestem Amy - uśmiecham się szeroko a on kręci zrezygnowany głową.
- Amy, wychodzę na około dziesięć minut, idę po jakieś picie - oznajmia ale ja tylko słysze jak wymawia ostatni wyraz. Kładę się na sofie i włączam muzyke.
Zamykam oczy i próbuje się rozluźnić po dniach spędzonych w szpitalu. Wsłuchuje się w słowa i zaczynam kiwać w rytm głową po czym lekko lewą nogą... Zaraz ... CO ?!  Stop, stop. Siadam gwałtownie, co nie było dobrym pomysłem. Patrzę na moje nogi i staram się coś zrobić. Udaje się poruszam delikatnie lewą nogą. Ale, ale jak ? Prawa strona ma mnie głęboko gdzieś ale druga nie... dziwne. Uśmiecham się do siebie i wracam do muzyki.
Po chwili wraca Chaz... eh... a był spokój.
- Wróciłem - mówi z wejścia.
- No co ty nie powiesz ? - wywracam oczami.

** Jakiś czas później, Chester **

Przyszedł Mike z chłopakami, są całkiem spoko. Rozmawialiśmy o muzyce i ogólnie o sprawach, które dotyczą wszystkich. Przez cały ten czas byliśmy w pięciu aż nie wjechała Amy do salonu.
- Cześć ! - odzywają się wszyscy jednocześnie.
- Tsa... cze.. - mówi i bierze Axela na spacer.
- Te, nie mówiłeś, że masz laske - uśmiecha się Rob.
- Bo nie mam - mówię.
- To co ty tutaj robisz z nią w mieszkaniu ?
- Jestem jej "niańką" - wywracam oczami.
- Pierdolisz.. - mruczy Joe.
- Nie... mówię serio.. Jej brat szukał kogoś kto będzie mieszkał tutaj i padło na mnie z początku myślałem, że A. Farrell to facet a to baba.. 
- A. Farrell ? - dziwi się Brad.
- Amy..
- Aaa...

** Godzine pozniej **

Siedzimy przy stole obracając drugą flaszkę jest z nami Amy, ma nieźle wcięte ale jeszcze się trzyma.
- Ej, a może zagramy w butelke ale tylko na wyzwania co ? - pyta Mike.
- Spoko - wszyscy się zgadzają.
Mike kręci, nie ma to jak grać w butelkę szklaną flaszką.
Wypadło na Brada
- Chamskie czy nie chamskie ? - pyta.
- Nie. - odpowiada stanowczo Brad.
- A więc wypij szklanke na czysto, bez popitki - wyszczerza sie glupio Spike.
Po godzinie gry każdy był tak nachlany, że nikt nie wiedział kto co mówi i robi.
Mike wpadł na pomysł.
- Chester słuchaj zróbmy tak .. ty się przeliżesz z Amy co ty na to ?
- Okey ale ty się przeliżesz z Robem pasi ? - głupio się uśmiechnąłem.
- Jasna sprawa !
- Ty pierwszy - rzekłem.
Mike podszedł.. hm.. inaczej przeczołgał się do Roba i zaczął go całować. Ja, Amy, Joe i Brad biliśmy im brawo. Gdy skończyli Mike stwierdził, że zrobił to co miał teraz moja kolej.
Podszedłem do Amy i zacząłem ją całować, nie stawiała oporu, zgrała się ze mną ale tylko najprawdopodobniej temu, że była pijana.
Joe próbował z Robem gwizdać na palcach ale coś im nie wyszło.
Pół godziny później chłopaki poszli do domu a ja byłem padnięty. Wstałem z kanapy i prawie wywaliłem się na stolik. Szedłem od ściany do ściany starając się zachować równowagę. Cofnąłem się aby pomóc Am. Zawiozłem ja do pokoju i położyłem na łóżko.
Ona zdjęła bluze i bluzke kładąc się na bok.
Stwierdziłem, że nie mam siły iść do siebie choć to aż na przeciwko. Położyłem się obok niej zwalając spodnie na ziemię.

** Amy **

Czułam, że ktoś leży koło mnie, nie za bardzo mi się to podobało ale byłam już pijana i to mi było objętne.
Odwróciłam się do niego i spojrzałam mu w oczy, on się uśmiechnął i zblizyl swoją twarz do mojej po czym mnie pocałował.
Łoo, osz cholera on całuje świetnie.. pewnie wiele już miał. Wywracam oczami na tę myśl.
Chaz złapał mnie za biodra i zaczął zsowac mi spodnie. Z jednej strony chciałam się uwolnić a z drugiej pragnęłam go.
Pozbył się ze mnie dolnej części ubrania po czym on zrobił to samo. Byliśmy nadzy, Chester cały czas mnie całował, nawet nie zoriętowałam się kiedy we mnie wszedł.
Jęczałam cicho ale każdy mój jęk był zatrzymywany przez jego usta.
Gdy kończyliśmy on wykrzyknął moje imię i wyszedł powoli ze mnie.
Potem poszliśmy spać.

A więc taki ósmy rozdział... pewnie tego już nikt nie czyta ale kij... a więc niedługo będzie dziewiąty, który już mam ;)
Sorki za błędy ;-;