Patrzę na zegar, która godzina. Trzecia piętnaście. Nie no super... kręcę się na łóżku i nie wiem co ze sobą zrobić. Jest za późno na spanie i za wcześnie za wstanie. Godzina w sumie godna. Ale akurat dlaczego o tej godzinie się obudziłam ? Kładę się prosto jak kłoda i widzę, że mam uchylone drzwi przez, które pada promień jakiegoś światła. Eh, ta godzina i już nie śpię, lubię wstawać wcześnie ale bez przesady. Gramolę się na wózek i wyjeżdżam z pokoju.
Na korytarzu leży Axel i patrzy w stronę kuchni jak by na coś czekał. Dostaje się do kuchni i widzę Chestera, który pali i pije. Coś mu się stało ? Mówił, że papierosy to świństwo.
- Chester ? - pytam ostrożnie a ten podnosi wzrok na mnie po czym go opuszcza.
- O, nie śpisz już... - mruczy pod nosem.
- Nie śpię, co robisz ? - patrze na niego.
- Nie widać ? - pyta ironicznie podnosząc do góry piwo.
- Mówiłeś, że nie palisz... - mówię cicho.
- Nie pale paląc... nałóg jest silniejszy niż sądziłem.
- Nałóg ? - pytam zaciekawiona a za razem jakoś nie chce mi się z nim gadać.
- Tak, nie paliłem od roku ale ty przyszłaś z tym do domu i to mi już nie dawało spokoju więc znowu zacząłem.
- A alkohol ?
- To tak na przystawkę, nie piję dużo - mówi lekko się uśmiechając.
- Okey... tylko dlaczego robisz to o trzeciej w nocy ?
- Nie chciałem abyś wiedziała, bo Dave stwierdziłby, że bierzesz ze mnie przykład - spojrzał na mnie i dopił piwo.
- Byś się podzielił a nie - wyszczerzyłam się.
- Eee, za młoda jesteś - wyciągnął w moją stronę język.
- Phi, to nie fer .. - gromie go wzrokiem.
- A co tu jest fer ? - zapytał patrząc na mnie. - Idź spać - rzekł po chwili.
- Dochodzi czwarta, na dwie godziny nie mam po co iść spać.
- Amy, dwie godziny to długo.
- Nie kłam ... to krótko - piorunuje go wzrokiem.
- Dobra, dobra... nie kłócę się - unosi ręce w geście obronnym. Chwilę po tym wstaje i ubiera trampki.
- Gdzie ty się wybierasz ? - pytam zdziwiona.
- Do parku - mówi krótko.
- Wybieram się z tobą w takim razie.
- Nie, ty idziesz spać - patrz na mnie wzrokiem mordercy.
- Ale ...
- Amy, żadnego ale... powiedziałem spać.
- Znowu zaczynasz wojnę ? - warczę.
- Ty ją zaczynasz, miałaś spać i tyle.
- Cholera jasna nie jesteś moim ojcem !
- Am, uspokój się ... - mówi łagodnie.
- Nie ! Idź już sobie i może lepiej nie wracaj tutaj ! - wkurzyłam się, mam dość jego komentarzy i robienia ze mnie dziecka który nic nie umie zrobić.
Wyszedł nie mówiąc już ani słowa.
Na korytarzu leży Axel i patrzy w stronę kuchni jak by na coś czekał. Dostaje się do kuchni i widzę Chestera, który pali i pije. Coś mu się stało ? Mówił, że papierosy to świństwo.
- Chester ? - pytam ostrożnie a ten podnosi wzrok na mnie po czym go opuszcza.
- O, nie śpisz już... - mruczy pod nosem.
- Nie śpię, co robisz ? - patrze na niego.
- Nie widać ? - pyta ironicznie podnosząc do góry piwo.
- Mówiłeś, że nie palisz... - mówię cicho.
- Nie pale paląc... nałóg jest silniejszy niż sądziłem.
- Nałóg ? - pytam zaciekawiona a za razem jakoś nie chce mi się z nim gadać.
- Tak, nie paliłem od roku ale ty przyszłaś z tym do domu i to mi już nie dawało spokoju więc znowu zacząłem.
- A alkohol ?
- To tak na przystawkę, nie piję dużo - mówi lekko się uśmiechając.
- Okey... tylko dlaczego robisz to o trzeciej w nocy ?
- Nie chciałem abyś wiedziała, bo Dave stwierdziłby, że bierzesz ze mnie przykład - spojrzał na mnie i dopił piwo.
- Byś się podzielił a nie - wyszczerzyłam się.
- Eee, za młoda jesteś - wyciągnął w moją stronę język.
- Phi, to nie fer .. - gromie go wzrokiem.
- A co tu jest fer ? - zapytał patrząc na mnie. - Idź spać - rzekł po chwili.
- Dochodzi czwarta, na dwie godziny nie mam po co iść spać.
- Amy, dwie godziny to długo.
- Nie kłam ... to krótko - piorunuje go wzrokiem.
- Dobra, dobra... nie kłócę się - unosi ręce w geście obronnym. Chwilę po tym wstaje i ubiera trampki.
- Gdzie ty się wybierasz ? - pytam zdziwiona.
- Do parku - mówi krótko.
- Wybieram się z tobą w takim razie.
- Nie, ty idziesz spać - patrz na mnie wzrokiem mordercy.
- Ale ...
- Amy, żadnego ale... powiedziałem spać.
- Znowu zaczynasz wojnę ? - warczę.
- Ty ją zaczynasz, miałaś spać i tyle.
- Cholera jasna nie jesteś moim ojcem !
- Am, uspokój się ... - mówi łagodnie.
- Nie ! Idź już sobie i może lepiej nie wracaj tutaj ! - wkurzyłam się, mam dość jego komentarzy i robienia ze mnie dziecka który nic nie umie zrobić.
Wyszedł nie mówiąc już ani słowa.
*Chester*
Chce sobie spokojnie wypić piwo i spalić fajkę ale nie bo Amy musi wstać i wypytywać się mnie co ja robię o trzeciej w kuchni. Nosz kurwa ... nic już nie mogę zrobić.
Chciałem iść do parku pobiegać ale ta od razu chciała iść ze mną. Nie zabiorę jej bo to będzie dla niej cios. Nie chce jej krzywdzić ale ta zawsze mówi mi tylko, że nie jestem jej ojcem. Szkoda mi jej ale ona też mnie wkurza.
Mam jej ochotę czasem wszystko wygarnąć ale nie jestem taki i tego nie zrobię.
Biegam około godziny po parku. Wracam do mieszkania i wita mnie pies. Rzadko to robi no chyba, że Amy coś się stało.
Kurwa Amy !
- Gdzie ona jest ? - mówię do psa aby mnie zaprowadził do niej.
Axel podbiega do drzwi od łazienki. No chyba go jebło, nie wejde tak sobie do łazienki.
Axel drapie w drzwi dając znać, że serio coś jest nie tak.
- Amy ? - pytam pukając do drzwi. Ani słowa, zero. Nic.
- Amy, otwieraj ! - krzyczę. Nadal cisza, cholera coś na prawdę musiało się stać.
Naciskam na klamkę, otwarte. Uchylam lekko drzwi i zaglądam do pomieszczenia. To co widzę szokuje mnie. Amy leży na ziemi, z jej wewnętrznej stony nadgarsta spływa strumień krwi a obok dłoni leży żyletka.
- Wariatka, debilka - pomyślałem. Wziąłem ją na ręce i wybiegłem z mieszkania do auta. Zawiozłem ją do szpitala i czekałem co powiedzą lekarze.
Chciałem iść do parku pobiegać ale ta od razu chciała iść ze mną. Nie zabiorę jej bo to będzie dla niej cios. Nie chce jej krzywdzić ale ta zawsze mówi mi tylko, że nie jestem jej ojcem. Szkoda mi jej ale ona też mnie wkurza.
Mam jej ochotę czasem wszystko wygarnąć ale nie jestem taki i tego nie zrobię.
Biegam około godziny po parku. Wracam do mieszkania i wita mnie pies. Rzadko to robi no chyba, że Amy coś się stało.
Kurwa Amy !
- Gdzie ona jest ? - mówię do psa aby mnie zaprowadził do niej.
Axel podbiega do drzwi od łazienki. No chyba go jebło, nie wejde tak sobie do łazienki.
Axel drapie w drzwi dając znać, że serio coś jest nie tak.
- Amy ? - pytam pukając do drzwi. Ani słowa, zero. Nic.
- Amy, otwieraj ! - krzyczę. Nadal cisza, cholera coś na prawdę musiało się stać.
Naciskam na klamkę, otwarte. Uchylam lekko drzwi i zaglądam do pomieszczenia. To co widzę szokuje mnie. Amy leży na ziemi, z jej wewnętrznej stony nadgarsta spływa strumień krwi a obok dłoni leży żyletka.
- Wariatka, debilka - pomyślałem. Wziąłem ją na ręce i wybiegłem z mieszkania do auta. Zawiozłem ją do szpitala i czekałem co powiedzą lekarze.
Nuuuda ;-;. Nic z tego ciekawego nie wyszło ale kij może ktoś przeczyta :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz