* Dave *
Ten dzień kiedy Axel wrzucił mnie w błoto nie był moim najlepszym, ale przynajmniej nie najgorszym.
Siedzę w pokoju Am i patrzę się w ścianę.
Nic nie słysze, nic nie gra, nic nikt nie mówi. Ta cisza mnie dobija. Jest godzina piąta piętnaście, a ja mam wywalone na sen. Wstaję z łóżka i cicho ruszam do łazienki.
Spoglądam w lustro i widzę człowieka zmęczonego życiem. Oczy czerwone, podkrążone i bez życia. Człowiek, który stracił tak wiele a jeszcze stoi na nogach i patrzy się w to pierdolone lustro. Obmywam twarz zimną wodą i myśle. Myśle nad tym czy coś zmienić w swoim życiu. Sięgam po maszynke do golenia i z dość dużej brody zostaje mały zarost.
Zerkam ostatni raz w lustro i mówię do siebie, że jestem debilem.
Kieruję się do kuchni zrobić sobie kawę.
Zerkam na zegar i widzę piątą czterdzieści. Kręcę zrezygnowany głową i siadam za aneksem.
Podchodzi do mnie Axel i się gapi. Ja robię to samo ale on staje na tylnych łapach i opera łeb i łapy na moich nogach.
Nie lubię tego psa, on mnie też nie toleruje ale coś mu musiało odbić. Głaszczę go chwilę po czym wstaję aby zalać sobie kawę.
Słyszę Amy, to znak, że się obudziła. Woła psa i zabiera go na spacer.
Zostaję sam, znowu. Dobra może nie sam, bo Chester jest ale on się nie liczy, bo śpi.
* Amy *
Chwila przed szóstą a ja z Axelem na dworze. Puszczam go ze smyczy, niech pobiega... też bym tak chciała... na nowo wyrobić kondycję, biegać aż do utraty tchu. Bardzo byn tego chciała.
Po upływie kilku minut wołam futrzaka, ale jak zawsze mnie ignoruje. Podjeżdżam do niego a on sobie idzie.
- Axel, cholero chodź tu ! - krzyczę na psa a on przychodzi z podkulonym ogonem.
Zapinam mu smycz i wracam z nim do domu.
Jadę do kuchni i widzę, że ktoś tam siedzi... hmmm na Chestera za wcześnie czyli to Dave.
- Cześć rudzielcu, co tak wcześnie wstaleś ? - pytam podjeżdżając do niego.
- Ja ? Wcześne ? Dopiero wstałem.
- No jasne .. bo co uwieze...
- No tak - upiera się.
- Ja wiem swoje ty swoje... jak zawsze.. a pozatym gdzie ty podziałeś brodę ? - patrzę na niego zdziwiona.
- Postanowiłem, że czas się trochę zmienić. Koniec grania na wiolączeli ... jak na razie. Biorę się za hmm... eee... no.. ten ! Kurde jak to się mówi... Bas ! O, tak o to mi chodziło - uśmiechnął się szeroko a ja prawie wybuchnęłam śmiechem.
Prawie z powodu, że chwile po tym prawie zawału dostałam.
To był Chester złapał mnie za ramiona a ja się tego nie spodziewałam.
- Hey młoda - lekko się uśmiechnął a ja zaczęłam mordować go wzrokiem.
- Hey stary - docinka za docinkę, proszę bardzo ja mogę sie tak sprzeczać.
Powiem tak.. idealne związki nie istnieją a ja z tym debilem chyba jakoś wytrzymam. Nie myślcie sobie, że będzie pięknie i kolorowo. Ooo nie ... nie ze mną - uśmiechnęłam się do siebie.
Dobra mordeczki. Koniec 13... wyszedł dość krótki no ale co można stworzyć przez 2 lekcje polskiego i matme ? XD
Pozdrawiam i proszę napiszcie, że jesteście albo czy pisać dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz