środa, 19 listopada 2014

Rozdział 1

Jedna barwa wszędzie, odgłosy towarzyszące mi dwadzieścia cztery godziny na dobę. Słychać tylko drewniaki lekarzy, krzyki i piszczenie wielu maszyn naraz do których jestem podłączona ... Rozglądam się jeszcze raz po sali. Duże okna, przez które wpada wiele światła, białe ściany i jakaś brązowa podłoga. Po obu stronach mego łóżka stoją kolejne, które są również zajęte. Nie widzę przez kogo bo leżę płasko tak już od czterech dni. Zero telewizora, kablówki. Na szczęście jest darmowe wi - fi. W sumie nie wiem po co mi ono ale zawsze lepsze to, niż nic. Zaczyna dzwonić mój telefon, próbuję go znaleźć ręką ale nie mogę. Po chwili telefon wpada w moje ręce. Patrzę się w stronę z której on ,, przywędrował " ale zauważam tylko delikatny zarys człowieka. Dziękuję - szeptam cicho, gdyż zaschło mi w gardle. Nie ma za co - słyszę odpowiedź.
Po miesiącu spędzonym w szpitalu wracam nareszcie do mojego mieszkania. Stwierdziłam, że sama jakoś dotrę do domu i wybrałam drogę przez park. Nie był to dobry pomysł gdyż nie mam dużo siły a droga dość długa. Zanim dotarłam do parku mijałam pola które zanosiły się od zboża i lśniły w słońcu. Skwery, ciemne uliczki w których się bywało i śmiechy z nich. Starałam nie zwracać na to uwagi. Wjechałam do parku, stanęłam na chwilę i się rozglądałam. Mamy początek jesieni, drzewa zaczynają zmieniać kolory liści na żółte. Ścieżki które kiedyś były brukowane pokryła cienka warstwa liści. A staw na środku tętnił życiem. Pełno jakiś kaczek, łabędzi i ptactwa które przyleciało się pożywić. Budka zakochanych... Eh... mnie już tam nie będzie, nie mam jak tam wejść. Szkoda słów. Docieram do mieszkania jakoś po godzinie, przed wejściem na klatkę schodową stoi mój głupkowaty ale ostatni brat. Cwelek z niego, ma według mnie nierealnie marzenia. 
- Amy ! - ucieszył się na mój widok, był może lekko załamany moim wybrykiem ale nie lubił tego ukazywać, że coś go dręczy. 
- Tak, tak to ja ... cała, a może i nie ... - popatrzyłam na niego.
- Co Ci wtedy strzeliło do tej głowy, żeby takie rzeczy wymyślać, widzisz jak się to kończy - Dał mi kazanie, to jego gadanie wlatuje mi jednym uchem a wylatuje drugim ale jak on się nie nagada to później nie ma humoru. 
- Dave, może wejdziemy do środka a nie stoimy na zewnątrz ? 
- No dobra ale mi wszystko wyjaśniasz.
Wjechałam na ostatnie piętro windom a Dave szedł po schodach. Kondycji to on w ogóle nie ma.
- Już się zmęczyłeś ? - uśmiechnęłam się.
- Ja nie ty przed wypadkiem ... Ja nie biegałem po pięć kilometrów rano i wieczorem.
- Wiesz, że mogłeś jechać ze mną windom ? - popatrzyłam na niego jak na takiego lekko niedorozwiniętego.
- Ciiii... Wiem ale nie chciałem - próbował wybrnąć z sytuacji.
Otworzyłam mieszkanie a po chwili przywitał mnie mój jedyny najdroższy przyjaciel którego mam. Mój pies Axel zawsze się cieszy na mój widok i nigdy mnie nie wyzywa. Wjechałam do salonu. Jak ja go dawno nie widziałam. Na ścianie gdzie są drzwi stoi ciemno brązowa skórzana kanapa, na przeciwko niej wisi duży telewizor i stoi wieża stereo. Pomiędzy kanapą a telewizorem stoi nie wysoki stolik do kawy i po dwie pufy koloru kanapy. Podłogę pokrywają ciemno brązowe panele a ściany mają kolor żółty. 
Zajęłam kanapę a Dave musiał siedzieć na pufie. 
- A więc ... - zaczął. Jak to się stało, że jesteś w takim stanie ?
- Chcesz znać prawdę ? - zapytałam z obawą, że mój starszy i przemądrzały braciszek mnie ochrzani.
- Tak - rzekł stanowczo.
- No to tak... Byłam ze znajomymi na zabawie, wiesz alkohol, narkotyki i fajki. Wiesz z resztą co się dzieje na takich imprezach. Po tym wszystkim stwierdziłam, że odwiozę wszystkich pod domy. Wracając do siebie jechałam raz jednym pasem a raz drugim. Z naprzeciwka jechał tir i nie zdążył wyhamować.
- Cała historia. Pasuje ? 
- Czy Ciebie na prawdę do końca ... ?! - krzyczał, nie potrzebnie. Przerwał w połowie gdyż Axel go ugryzł. Był wytresowany do obrony... przed rodzicami a nie przed nim ale najwidoczniej stwierdził, że on może być dla mnie zagrożeniem.
- Weź tego psa ode mnie - powiedział wystraszony, gdyż żaden pies go nigdy nie zaatakował. Zawołałam go i było po sprawie.
- Nie trzeba było krzyczeć - wtrąciłam to co miałam.
- Dobra przepraszam - rozmawialiśmy ze sobą jeszcze z godzinkę po czym Phi Phi sobie poszedł. 
Wjechałam do sypialni i położyłam się na sporym łóżku. Patrzyłam na niebieskie ściany, półki z płytami i w drzwi balkonowe. W przeciągu może dziesięciu minut zasnęłam. Obudziło mnie drapanie. Axel, teraz serio ? - spojrzałam na psa, który trzymał smycz w zębach i prosił się o wyjście. Zebrałam się i wyjechałam z nim do parku. 
Spuściłam go, niech sobie pobiega a ja poczekam. Widziałam kolesia który przebiegał dość szybkim tempem ale wolniejszym od mojego. Dała bym mu popalić jak bym mogła. Wróciliśmy do domu, była godzina jedenasta w nocy, więc stwierdziłam, że trzeba się ogarnąć i iść spać. 
Wjechałam do przestronnej łazienki z bordowymi kafelkami. Ogarnęłam się i wróciłam do sypialni. Położyłam się na łóżko i podłączyłam mój telefon do ładowarki. Po kilku minutach przyszedł sms od nieznanego numeru o treści ,, Dobranoc " nie odpisałam na niego tylko od razu udałam się w kimono z psem.  



Nie wiem czy wam się spodoba ;-;... Mnie się tak jakoś fajne pisało. Życzę miłego czytania i liczę na komentarz :)

1 komentarz:

  1. Dobra, teraz wypisze wszytko co zauwazylam.
    Głównej bohaterki, brat to Farrell.
    Dziewczyna jezdzi na wozku inwalidzkim.
    Ma psa, a jakiś nieznany numer wysłał jej wiadonosc.
    No, no e.e zapowiada.się ciekawie :D
    Przepraszam zs bledy, ale jestem na telefonie ;-;

    OdpowiedzUsuń