poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 2

Godzina szósta a ja wstaję. Eh... moja godzina na bieganie a teraz wszystko przepada. Mój świat schodzi na psy. Budzę się w takiej samej pozycji jak zasnęłam, prosto ... na plecach. Słyszę trzask tłuczącej się porcelany. Dziwię się kto wszedł do mojego mieszkania. Dlaczego Axel nie szczekał, nie dał znaku, że ktoś wszedł. Po chwili słyszę:
- Kurwa mać. Tak Dave hałasuj głośniej a na pewno Amy się nie zbudzi.
A więc to Dave... zaraz co ? - Dziwię się gdyż on przychodził do mnie raz na tydzień bo zawsze był zajęty swoją dziewczyną.
Wsiadam na ten piekielny wózek, podjeżdżam do szafy i jadę do łazienki  się ubrać. Po 15 minutach wyjeżdżam i kieruje się w stronę kuchni. Ciemne ściany i meble - tak to mój klimat. Pełno naczyń na stole, miska psa, która jest pusta gdzieś w kącie się szlaja, woda z kranu kapie. Co tutaj się stało ? Jakiś huragan przeszedł czy co ?
- Em.. Dave ? - zaczynam.
- O cześć Amy, już nie śpisz ? - zapytał z uśmiechem.
- Jak mam spać jak tłuczesz mi talerze i kuchnia wygląda jakby tutaj odbywała się Piekielna Kuchnia po nieudanym serwisie ? 
-Em... posprzątam to ale to nie ja, to Axel ! - zgonił na biednego malamuta patrzącego się proszącymi oczami na pustą miskę.
- Byś psa nakarmił a nie syf robił - spojrzałam na niego. 
- Ja się do niego nie zbliżam ! - mówi z przekonaniem.
- Takiego łagodnego piecha się boisz ? - uśmiecham się i podjeżdżam do szafki gdzie jest karma Axela. Sypie mu jedzenie w miskę i głaszczę pupila.
- Dave wracając do tematu, co ty tutaj robisz ? 
- No przyszedłem Cię odwiedzić - wymamrotał.
- O szóstej rano ? 
- Yyy... tak - wyszczerzył się.
- Dlaczego nie jesteś teraz z Sarą ? - zapytałam z zaskoczenia. 
- Bo nie - krótka odpowiedź za którą skrywa się wszystko.
- Phi Phi co się dzieje ? 
- Nic się nie dzieje, po prostu mam zły dzień z resztą ona też.
- Okey ... - nie chciałam drążyć tematu, gdyż wiedziałam, że on zaraz zacznie się nad sobą użalać.
Dave zaczyna sprząta. Nie wierzę, po prostu nie wierzę w to co widzę. Od kiedy on sprząta ? Coś musiało się stać, jak by było wszystko dobrze to by wszystkie naczynia ćpnął do zmywarki a nie zmywał ręcznie. Ma doła albo coś poszło po nie jego myśli, tylko co ? Moje przemyślenia przerywa Axel - wywracam oczami. 
- Dave, jestem za kilka minut muszę wyjść z psem.
- Yhym... - słyszę głucho jego odpowiedź, martwię się o niego. Bardzo się martwię. 
Spuszczam czworonoga ze smyczy a on co ? Robi mi na złość i co ?  Ucieka. Cholera nie do gonie go, nie mam szans. Wołam go ale on ewidentnie ma mnie gdzieś.  No nie idzie jakiś pies. Axel nie lubi nieznajomych psów. Widzę gdzie jest. Zatrzymał się na chwilę. Gdy podjeżdżam on szykuje się do ucieczki ale tym razem mu się nie udaje. Łapie go jakiś koleś. Ma brązowe oczy, ciemne włosy, które są dość krótko przycięte. Wydaje się bardzo sympatyczny. 
- To twój pies ? - przerywa niezręczną ciszę. 
- T... Tak - tylko tyle udaje mi się jak na tą chwilę wydusić z siebie.
- Ładny jak siego pani - uśmiecha się przyzwoicie. 
- Yhym, ta na pewno - myślę sobie. 
- Pies ładniejszy. Dziękuję, że go złapałeś. 
- Nie ma za co, Chester jestem - znowu się uśmiecha. Ma bardzo ładny uśmiech. Podaje mi rękę. 
- A ... Amy, miło mi - ściskam jego dłoń. 
- Przepraszam ale się spieszę - mówię szybko i zapinam psa na smycz. Wiem, że on zaraz zapyta o wózek, czuje to, nie lubię o tym rozmawiać, więc omijam ten temat szerokim łukiem.
- Widzę, że zmierzasz w moją stronę - odzywa się. A niech to szlag ! 
- Gdzie mieszkasz ? - zadał szybko pytanie. 
- Za rogiem w bloku - odpowiadam krótko.
- Ja też, dzisiaj się wprowadziłem - wyszczerza się.
Dlaczego ja mam takiego pecha ? 
- Jeszcze powiedz, że ostatnie piętro mieszkanie numer 13. 
Myślę sobie, oby nie, proszę. Miał przybyć ktoś kto ze mną będzie mieszkał ale to miała być dziewczyna a nie chłopak. 
- Dokładnie to mieszkanie a co ? - pyta.
- Nie, nic tylko ... hmmm miałeś być dziewczyną a nie chłopakiem.
- Dlaczego ? - dziwi się.
- Bo masz mieszkanie ze mną - wywracam paczałkami. 
- A ty miałaś być chłopakiem. Farrell tak ? 
- Tak Farrel. A Farrell - wszystko we mnie buzuje.
- A ja myślałem, że to chłopak. 
- No dzięki... - wycedzam przez zęby. 
Wjeżdżam na górę windom a on po schodach. Uff przynajmniej tutaj mam go z głowy i mogę spokojnie pomyśleć. Dojeżdżam a on co ? Już tam stoi, nie no super. Otwieram drzwi i modle się o to aby nie było tam Dave'a. Mieszkanie puste tylko karteczka na stole. 
,, Też Cię kocham siostro :3 " A więc to tak. On już sobie to wcześniej zaplanował, że to będzie chłopak. Zabije go w któryś dzień, uduszę. 
- A więc tu masz swoje królestwo - uchyla m drzwi do jego pokoju, jest mniejszy od mojego. Na ścianach są puste półki, na poboczu stoi przesuwna szafa i duże łóżko. Ściany są koloru beżowego a podłoga jest ciemna. Meble są koloru sosny.
- Dzięki - mówi krótko.
Wjeżdżam do kuchni a po chwili słyszę dzwonek. Pies nie warczy, czyli to Dave albo Sara. Otwieram drzwi bo łaskawcowi nie chciało się ruszyć. To Dave z Sarą.  Co oni tutaj robią ? Zapraszam ich do salonu. Zaraz po tym słyszę kolejny dzwonek. O nie tym razem nie otworze. Axel szczeka dość głośno więc to listonosz. 
- Chester otwórz ja mam gości a to listonosz - dałam mu znać, że to pewnie do niego.  Nie pomyliłam się. Przyszła jego walizka. 
- A więc co się dzieje, że przybyliście do mnie ? 
- No bo widzisz ... - Dave obejmuje Sarę.
- Ja jestem ślepa i nic nie widzę. Nie owijajcie w bawełnę tylko mówcie, nie jestem małym dzieckiem. 
- No dobra - wywraca oczami. Jest taka sprawa, że no ten... no ... 
- Wysłów się rudzielcu kochany - wyszczerzam się.
- Za tego rudzielca pożałujesz ale do rzeczy. Będę ojcem - mówi cicho. 
Zaczynam się cicho śmiać. 
- Dave ty sobie kpisz czy prawdę mówisz ? - pytam zaskoczona.
- Nie kpie - zabija mnie wzrokiem.
- Sara to prawda ? - wolałam się upewnić.
- Amy to prawda - odpowiedziała z uśmiechem. 

Otwieram szeroko oczy i patrze z niedowierzaniem.
- Dobra to my Ci już nie przeszkadzamy i przeczytaj sms ode mnie - powiedział z uśmiechem brat. 
- Okey ? To pa, trzymajcie się. 
O ja ... Farrell ojcem nie wierzę nadal. Odczytuje wiadomość od niego i dowiaduje się, że on wszystko miał zaplanowane co do Chestera. 
Zabiję zatłukę tłuczkiem do mięsa... Nie potrzebuję nikogo do obrony. 
Wjeżdżam do kuchni a tam Chester. Eh... skoro mam z nim tutaj siedzieć to go przynajmniej poznam. 
- Chester ... opowiesz mi coś o sobie ? - zapytałam 
- O Amy - uśmiecha się. Czy on kiedyś przestanie to robić ? On psuje moją ponurą atmosferę. 
- Hmm a co ja mogę Ci powiedzieć . Jestem Chester Bennington, możesz mi mówić Chaz, Chazy jak chcesz.  Mam 20 lat i stwierdziłem, że czas się przeprowadzić i oto tutaj jestem. 
Gadał i gadał jeszcze o swoim życiu, że nie miał kolorowo. To niej przybije piątkę. Połowa tego co mówił wlatywała jednym uchem a wylatywała drugim. Zagapiłam się na jego mięśnie i płomienie, które miał wytatuowane od nadgarstka w górę.  Po tym wszystkim usłyszałam tylko : 
- To teraz opowiedz coś o sobie. 
- Amy Farrell 17 lat, brzydka kaleka z psem. Powinno wystarczyć - spojrzałam szybko na niego. 
- Ładny tatuaż - mruknął widząc głupi znaczek LP na nadgarstku. 
- Dzięki - rzekłam i się zarumieniłam. 
- Od czego to skrót ? 
- Od Lincoln Park ... tam się wychowałam i chcę to pamiętać - mruknęłam.
Podjechałam do blatu kuchennego aby nalać sobie kawy. Sięgałam już po dzbanek ale ktoś chwycił moją rękę. Jeszcze raz ktoś mnie dotknie a uduszę... Nalał mi i sobie kawy. 
- Dzięki ale poradziła bym sobie. 
- Chciałem pomóc - powiedział bezradnie. 
- Nie pomagasz, sama sobie radzę i nie potrzebuję pomocy. 
Wypiliśmy kawę, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Wyjechałam jeszcze z psem do parku. Axel pobiegał i wrócił. Zapięłam go i poczułam na swoich barkach silne ręce. Zlękłam się przez chwilę. 
- Możesz mnie nie straszyć i mnie nie dotykać ? - odezwałam się gdy zobaczyłam kto to jest. 
- Przepraszam - wyszeptał. 
Wróciłam z psem ... i Chazem do mieszkania po czym pojechałam się ogarnąć i ruszyłam do siebie. Słyszałam jak Chaz wchodzi do łazienki ... pół godziny później wychodzi. No przynajmniej ja tam tak długo nie siedzę. 
Puka do mnie do pokoju i staje w progu w samym ręczniku. Teraz dopiero zauważam, że ma jeszcze kilka tatuaży.  Są śliczne, wgapiam się w nie przez chwilę. Moje rozmyślenia przerywa on. 
- Dobranoc - mówi z uśmiechem.
- Branoc - lekko się uśmiecham a on wychodzi. Udaję się z Axelem. 
Oj piesku czeka nas długa noc i nie tylko - gadam do psa, okrywam się kołdrą i po kilku minutach zasypiam.




Łooooo ! Koniec więcej nie piszę takich długich ;____; Proszę o komentarz jeśli to czytasz 
Bajoo :) 
~ Chazzy 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz