sobota, 5 września 2015

Rozdział 9

Budzę się wcześnie, przeciągam się i wpadam ręką na jakieś ciało. Zaraz co ? To Chester, ale co on tu ..? Nie, to nie możliwe, w życiu bym takiego czegoś nie zrobiła, nie z nim ! Zakładam szybko dolną część ubrania po czym jadę do szafy po stanik i jakąś bluzkę.
Biorę pierwszą z brzegu i patrzę ... Chestera, kolejna, Chestera i jeszcze jedna rowniez Chestera .. Co jego ciuchy robią w mojej szafie ?! Pierdole zakładam jedną z jego bluzek i trzaskam drzwiami od szafy.
Jadę do kuchni wstawić wodę na kawe, głowa mnie boli, nie wiem co wczoraj robiłam... za dużo tego.
Przez uchylone drzwi salonu widze burdel, inaczej tego nazwac sie nie da.
Jedna flaszka Sztoka, druga Finlandia, trzecia jakas Luksusowa... Co tutaj sie działo ?! Pamiętam tylko małe urywki durnej gry Mike'a.
Słyszę kroki. Yhymmm śpiący książe wstał. Nie miałam ochoty na niego patrzeć więc zabieram Axela i jadę na spacer. Jakaś godzinę póżniej wrócam. Widzę jak Chaz sprząta po wczorajszym piciu. Patrzy się na mnie z miną wyrażającą przeprosiny ? Wstyd ? Nie wiem, ja nawet nie wiem co dokładnie się wydarzyło w moim pokoju ... i może lepiej nie wiedzieć.
- Hej - mówi krótko.
- Cześć... - odwracam wzrok.
- Przepraszam...
- Za ? - o co mu chodzi ?
- Przepraszam cię za noc... za to co zrobiłem ... - no nie czyli jednak.. Bleee!
- Czy ja z toba ...?
Chester kiwa tylko lekko głową.
- Ale ty się...
- Tak.. nie martw się o to..
- Wiesz liczyłam na to kiedyś ale nie tak szybko... nie z tobą.
Chaz zerknął na mnie z miną zbitego pieska.
- Przepraszam... - mruknął jeszcze raz.
- Co się stało to się nie odstanie.. niestety.
Pojechałam do pokoju i chciałam zrobić jakoś to łóżko bo wielmożny pan wstal ale żeby ogarnąć jakoś pościel to nie łaska.
Wstałam z wózka i powoli przywołałam łóżko do normy. Zaraz, uno momento. Ja... w..w..wstałam ? Jak ? Co się dzieje ?! Uśmiecham się do siebie i kłade na pościeli. Może w końcu będę mogła chodzić... może stane w końcu na nogi i będę mogła biegać ? Oby, chce tego. Cholernie tego chce !
Wlekę się na wózek i jadę z bananem na twarzy do kuchni po tą pieprzoną kawę. Chester siedzi w salonie i ją popija przed telewizorem.
Patrzę na kubek parującej cieczy dlaczego on postawił mi kawe na samym końcu blatu ?! Zabije go kiedyś...
Próbuję sięgnąć ale jakoś mi to nie idzie w końcu zbieram w sobie siły i staje na osowiałe nogi i przysówam kubek. W tek chwili orientuje się, że Chester stoi koło mnie i się gapi.
- Amy ty...
- Tak, wiem ! - mówię, wręcz krzyczę i rzucam mu się na szyję po czym go całuje.
- Yyyyy, sorkii... - czerwienie się.- Tego nie było - robię głupią minę i jadę do salonu z kawą.
- Od kiedy ty ten noo ...
- Od wczoraj czuje coś w nogach... może będzie dobrze i pozbędę się tego ustrojstwa - patrzę z pogardą na stojąy obok wózek.
- Wszystko jest możlie jeśli tego się chce - Chester patrzy mi prosto w oczy, nie wiem co on w nich widzi ale mnie tym przyciąga. W końcu składa na mych ustach pocałunek. Po chwili słysze trzask drzwi, odrywamy się od siebie natychmiastowo i patrzymy w ten sam punkt.
W wejściu stoi...
Ta da ... tak dupa a nie... nie wyszło tak jak planowałem ale przynajmniej coś jest ... A tak w ogóle jedna osoba się odezwała, że to czyta a reszta ? Zjadło was coś ? 0.o
Dobra koniec pitu pitu do następnego ;)
A jak coś sorki za błędy wiem, że jest ich dużo ale mój telefon jest o tylek roztrzasnąć i ustawia mi kilka wyrazów jak mu się podoba ;-;

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz